Na razie operator bezzałogowca nie usłyszał zarzutów. Stanie się to dopiero, gdy biegli ocenią, czy i w jaki sposób urządzenie zagrażało samolotowi.
39-latek został zatrzymany wczoraj przed godz. 19 w swoim domu pod Piasecznem. W mieszkaniu policjanci znaleźli drona, który mógł spowodować poniedziałkowy incydent przed lądowaniem niemieckiego Embraera 195.
Samolot leciał z Monachium do Warszawy. Na jego pokładzie było 113 osób, 108 pasażerów i pięciu członków załogi.
Gdy maszyna zbliżała się do lądowania i była na wysokości 700 metrów, na wysokości Stefanowa pod Piasecznem piloci zauważyli bezzałogowa. Od razu powiadomili wieżę kontrolną na Okęciu.
- Mamy prawdopodobnie drona na wysokości 2500 stóp. To na pewno dron, przeleciał 100 metrów od nas. Mógł się z nami zderzyć. Powinniście szybko się tym zająć – poinformowała załoga samolotu kontrolerów.
Ci powiadomili policję oraz Polską Agencję Żeglugi Powietrznej. Agencja zabezpieczyła ruch lotniczy. Zmieniono kierunek lądowania samolotów ponad 20 samolotów. – To nie miało wpływu na przepustowość operacyjną lotniska – zapewniał rzecznik PAŻP. Samolot Lufthnasy wylądowała bezpiecznie.
Policja poderwała swoje śmigłowce, by odnaleźć drona i osobę, która nim sterowała. W poniedziałek mundurowym to się nie udało, ale wczoraj wieczorem zatrzymano operatora bezzałogowca.
– Przyznał, że w czasie gdy załoga Luftansy zgłosiła incydent używał swojego urządzenia, ale nie wie, czy jego dron mógł znaleźć się, aż tak blisko lotniska – mówi jeden z policjantów.
Funkcjonariusze mówią, że urządzenie powinno zarejestrować trasę lotu i biegli mają ją teraz odtworzyć. Jeśli potwierdzą, że było zagrożenie dla samolotu, wówczas 39-latek usłyszy zarzut spowodowania zagrożenia w ruchu powietrznym. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.
Czym groziłaby kolizja drona z samolotem? – Wszystko zależało by, w którą część maszyny uderzyłby bezzałogowiec. Mogłoby dojść do uszkodzenia samolotu, albo wręcz do katastrofy lotniczej – mówi ekspert lotniczy Wojciech Łuczak.
Zwraca on uwagę, że w Unii Europejskiej wciąż nie dostosowano prawa do operacji bezzałogowych maszyn latających, do ich kontrolowania w przestrzeni powietrznej. A problem istnieje. – Wzrasta nie tylko liczba zdarzeń z udziałem dronów, ale też próśb o wydanie zgody na przelot w strefach kontrolowanych – mówi Mikołaj Karpiński, rzecznik PAŻP.