Reklama

Miasto kredowych korytarzy

W tych podziemiach nie można się wybrudzić, najwyżej wybielić. Chełmskie wyrobiska to unikatowy zabytek staropolskiego górnictwa, jedyna w Europie podziemna kopalnia kredy piszącej.

Aktualizacja: 10.03.2016 17:55 Publikacja: 10.03.2016 16:09

Miasto kredowych korytarzy

Foto: materiały prasowe

W chełmskich podziemiach pełno jest tuneli i dziur. Większych, mniejszych, odkrytych i nieznanych. Od czasu do czasu archeolodzy wciąż informują, że znaleźli nowy korytarz prowadzący od którejś ze starych kamienic.

Rozciągający się pod Starym Miastem wielopoziomowy labirynt zaczął powstawać w średniowieczu, kiedy mieszczanie postanowili zarabiać na tym, czego mieli pod dostatkiem pod podłogą, czyli na kredzie. Niemal każdy właściciel domu na rynku był właścicielem prywatnej kopalni, która zaczynała się w jego piwnicy.

Przy blasku łuczyw i kaganków ryto coraz dłuższe tunele, wydobywając na wierzch bryły białej skały. Kupców nie brakowało, bo chełmska kreda była i jest bardzo dobrej jakości (97-proc. zawartość węglanu wapnia). Wykorzystywano ją do produkcji farb, pudrów kosmetycznych, lekarstw, stosowano w malarstwie, ceramice i budownictwie. Jak wynika z ksiąg miejskich, w XVII wieku na 100 domów na Starym Mieście, aż 90 posiadało wejście do podziemi. Posiadanie lochu kredowego pod budynkiem znacznie podnosiło wartość transakcji, o czym zaświadczają ówczesne akta kupna-sprzedaży staromiejskich domów.

Z biegiem czasu, gdy nie dało się już wydobywać kredy pod własnymi domami, ich właściciele w pogoni za zyskami drążyli chodniki pod ulicami, placami, rynkiem. Podziemny labirynt rozrastał się. Aż w końcu wydrążone jeden na drugim korytarze zaczęły się walić i zagrażać naziemnej części miasta. Pod ziemią znikały kamienice i całe fragmenty ulic. W drugiej połowie XVIII w. władze miasta zaczęły wydawać pierwsze zakazy pozyskiwania kredy pod ulicami.

– Chełm jest doskonałym przykładem słuszności powiedzenia, że kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada – śmieją się chełmscy regionaliści.

Reklama
Reklama

Górnicy na ratunek

Zagrożenie wzrosło, gdy pojawiły się samochody. Pękały ściany domów, chwiały się słupy telegraficzne. W 1957 r. pod ziemię zapadła się jadącą staromiejską ulicą ciężarówka. Osiem lat później zawalił się spory fragment ulicy Lubelskiej, wraz z budynkiem w pobliżu kościoła.

W połowie lat 70., kiedy podziemia znowu dały znać o sobie, do Chełma przyjechali górnicy z Mysłowic, którzy najniższe partie korytarzy zamulili, te rozciągające się pod Starówką wypełnili piaskiem i rumoszem kredowym, a przeznaczone dla celów turystycznych zabezpieczyli.

Z sondażowych badań wynika, że kredowe lochy ciągną się na czterech, pięciu poziomach. Sięgają do głębokości prawie 30 metrów pod ziemią. Ich łączna długość to ok. 15 kilometrów. Udostępniona turystom trasa, pochodząca w większości z XVI w., liczy blisko 2 kilometry długości. Wejście do niej znajduje się przy ulicy Lubelskiej, w skarpie dawnych murów miejskich. Biegnie pod posesją, na której stoi kościół pod wezwaniem Rozesłania Świętych Apostołów, pod ulicą Lubelską i Lwowską, pod dawnym ratuszem. W podziemiach mieli ukrywać kosztowności chełmscy książęta i bogaci mieszczanie. Tam też umierali z głodu skazańcy.

W niespokojnych czasach podziemia służyły mieszczanom za schronienie. Za okupacji hitlerowskiej kryli się w nich ludzie poszukiwani przez gestapo. Kiedy Niemcy dowiedzieli się o tym, w 1942 r. wydali zarządzenie o zamurowaniu wszystkich piwnicznych wejść do podziemi. Jeszcze do niedawna piwnice, w których panuje stała temperatura plus 9 stopni Celsjusza, służyły jako magazyny do przechowywania żywności.

Zwiedzając podziemną trasę, warto zatrzymać się przy szybie studni miejskiej z XV w., odkrytym w latach 70. podczas prac zabezpieczających korytarze. Studnię wykopano na głębokość 30 m od poziomu Rynku. W dawnych czasach była to jedyna studnia miejska. Chełmianie korzystali z niej jeszcze tuż przed I wojną światową.

W krainie ducha Bielucha

Atrakcją podziemnych korytarzy są też ekspozycje geologiczne, archeologiczne i historyczne oraz spotkanie z legendarnym Duchem Bieluchem, który pojawia się na chwilę w jednym z korytarzy. Według legendy to duch niedźwiedzia, który zamieszkał w kredowej grocie i chronił mieszkańców (jest w herbie miasta).

Reklama
Reklama

– Średnio co roku odwiedza nas około 20 tys. turystów, coraz więcej z zagranicy, głównie Anglii i Skandynawii – mówi Grażyna Biernacka, administratorka Chełmskich Podziemi Kredowych.

Ale Chełm to nie tylko podziemia. To urokliwe Stare Miasto i góra katedralna, na której wznosi się bazylika Najświętszej Marii Panny. Archeolodzy odkryli tam właśnie pozostałości książęcej rezydencji z XIII w., siedziby księcia Rusi Daniela Romanowicza. Warto wspiąć się na 40-metrową dzwonnicę, aby zobaczyć panoramę miasta. Atrakcją Chełma jest osiedle kolejowe Dyrekcja, symbol niezrealizowanych planów II Rzeczypospolitej.

– W 1927 r. w tym miejscu postanowiono wybudować siedzibę dla Wschodniej Dyrekcji PKP w Radomiu oraz potężne osiedle kolejowe dla 50 tysięcy ludzi – mówi Roland Kurczewicz z Urzędu Miasta w Chełmie.

Inwestycja była porównywalna do budowy Gdyni. Obok ponad 150 budynków mieszkalnych, usytuowanych przy przestronnych i regularnie zaplanowanych ulicach (główne budynki osiedla miały tworzyć stylizowany kształt orła), miał powstać monumentalny gmach dla radomskich władz kolejowych oraz liczne obiekty sportowe i handlowe.

Przedsięwzięcie przerwano z powodu kryzysu gospodarczego. Tuż przed wybuchem II wojny światowej udało się wykończyć część wybudowanych wcześniej budynków, w tym gmach dyrekcji. Przeniesienie urzędów kolejowych z Radomia miało nastąpić 1 grudnia 1939 r. Niestety, wybuch wojny uniemożliwił realizację tego planu.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, r.horbaczewski@rp.pl

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
„Najder połączył ludzi, a nie ich podzielił”. Zbigniew Gluza o „Wywrotowcu”
Kraj
„Rzecz w tym”: „Myślę, że Jarosław Kaczyński jest wściekły na Zbigniewa Ziobrę”
Kraj
Warszawa likwiduje miejsca dla przedszkolaków. Co jest tego przyczyną?
Kraj
Śmierć ciężarnej w szpitalu w Warszawie. Kontrole instalacji gazów medycznych w stołecznych placówkach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama