Przed komisją, która docieka, dlaczego służby i instytucje państwa dopuściły do największej afery ostatnich lat, zeznawał w czwartek Andrzej Seremet, będący w kluczowym czasie prokuratorem generalnym.

O aferze dowiedział się – jak mówił – od szefa ABW w 2012 r., gdy Amber Gold działała już od trzech lat. Z premierem Donaldem Tuskiem o sprawie rozmawiał, gdy stała się ona głośna, pod koniec sierpnia 2012 r. – Był mocno poirytowany, krytycznie wyrażał się o działalności służb, w tym prokuratury – stwierdził Seremet.

O zatrudnieniu syna Tuska w należących do Amber Gold liniach lotniczych OLT Express mieli nie rozmawiać.

Dlaczego gdańska prokuratura wykazała rażącą bezczynność w ściganiu twórców piramidy finansowej? – Istotą nieudolności był brak właściwego nadzoru nad śledztwem – mówił Seremet i przekonywał, że nie miał „wystarczających narzędzi", by coś zrobić. Zdaniem posłów mógł jednak np. od razu przenieść śledztwo, jak zrobił choćby w sprawie więzień CIA.

Czy prezes Amber Gold korzystał z parasola ochronnego? – Nie dostrzegałem żadnych przesłanek, które mogłyby doprowadzić do konkluzji, że są tu jakieś relacje osobiste czy jakiekolwiek, które powodowałyby ochronę P. – odparł Seremet.

Posłowie dociekali, dlaczego skarga szefa Komisji Nadzoru Finansowego z listopada 2011 r. mogąca przerwać bezczynność prokuratury, bo ostrzegała, że Amber Gold to oszustwo, a straty mogą sięgać setek milionów, nie trafiła do Seremeta. KNF sugerowała, by przenieść śledztwo poza Gdańsk.

Chociaż występując w Sejmie po wybuchu afery, Seremet zapowiadał, że będzie żądał wyjaśnień od pracowników swojego biura winnych tego zaniedbania, to nikt nie poniósł konsekwencji. – Twierdził pan, że będzie wypalał zło do kości, a poległ pan na dyscyplinarkach – mówiła przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS).

– To nie nadawało się na postępowanie dyscyplinarne – odparł były prokurator generalny, dodając, że nie zdarzyło się, by inne równie ważne pismo z centralnej instytucji do niego nie dotarło.

Czas, gdy KNF alarmowała, był kluczowy. – Wtedy spółka zakładała lokaty, topiła pieniądze klientów w liniach lotniczych OLT (w OLT Express włożyła 300 mln zł – red.) – wskazywał Krzysztof Brejza (PO) i wytknął Seremetowi, że nie interesował się śledztwem w sprawie milionowych nadużyć, a w tym samym czasie (jesienią 2011 r.) wydawał prokuratorom wytyczne, jak postępować z karpiami przed Bożym Narodzeniem.

Były szef prokuratorów nie wyjaśnił, dlaczego po wybuchu afery nie zabrał z Gdańska śledztw dotyczących np. skarbówki, która nie dopominała się od spółki zaległych podatków, czy kuratora, który nie zrobił nic, by odwiesić P. ciążący na nim wyrok. – Czasami po krytyce prokuratura potrafi naprawić błędy – stwierdził.

Dotąd włos z głowy nie spadł żadnemu z prokuratorów nieudolnie prowadzących śledztwo, kuratorowi ani inspektorom skarbówki.

W aferze Amber Gold 19 tys. osób straciło 851 mln zł.