Zdaniem Pawła Kowala ostre słowa Angeli Merkel, która powiedziała, że praworządność w Polsce jest bardzo poważną sprawą i choć bardzo jej zależy na dobrym kontakcie z Warszawą, to nie może już dłużej "trzymać języka za zębami", oznaczają dla Polski poważne ostrzeżenie.
Kowal podkreślił, że z wieloletniej obserwacji kanclerz Niemiec na scenie politycznej wynika, że jeśli Angela Merkel coś mówi, to jest to wypowiedź przemyślana i oznacza konkretną deklarację polityczną. Tym istotniejszą, że kanclerz długo zachowywała "wstrzemięźliwą postawę", a w wykonywanych przez nią do Polski gestach były sygnały, że zależy jej na braku napięcia w stosunkach wzajemnych.
Polityk jest zdania, że te przyjazne gesty i dotychczasowa powściągliwość zostały przez polski rząd ignorowane, a zamiast tego zaczęto, choćby kwestią reparacji, podgrzewać i tak już napiętą atmosferę. Kowal uważa, że w polityce możliwe jest wszystko, więc można było i tę sprawę poruszyć, ale trzeba było się do tego przygotować i dysponować twardymi argumentami.
- Choćby i dokumenty, potwierdzające wyliczenia polityków PiS. Tymczasem tak nie było, a po stronie niemieckiej jest to odbierane wyłącznie jako polityczna gra, a nie jako jakiś konkret. Osłabia więc to pozycję Polski - mówił Kowal.
Paweł Kowal uważa, że odrzucenie pokojowych gestów kanclerz Niemiec spowodowało, że Angela Merkel ma prawo czuć się urażona.