Ks. Jacek Międlar w rozmowie z tygodnikiem "Warszawska Gazeta" przyznaje, że jego zakaz wystąpień publicznych nadal trwa i pisał w tej sprawie do księdza prowincjała, by ta decyzja została zniesiona. 

Duchowny przyznaje, że brakuje mu kontaktu z wiernymi. Z tego powodu założył kanał na YouTube. - Chcę ewangelizować. Moim fundamentalnym zadaniem jako księdza jest branie odpowiedzialności za Kościół. Jeżeli widzę, że Kościół nie kroczy we właściwym kierunku – o czym możemy dużo mówić – to wypowiedzenie posłuszeństwa przegrywa z umiłowaniem do Kościoła i stanięciem w jego obronie - mówi.

Ks. Międlar uważa, że w jego sprawie są naciski na Zbigniewa Ziobrę. - Jestem przekonany, że jest to działanie i nacisk nieprzyjaciół Polski i Kościoła - powiedział.

- Ktoś chce wprowadzić podział po polskiej prawej stronie, ale również w Kościele - dodał.

Duchowny przekazał, że rozmawiał z prokuratorami i dziennikarzami śledczymi. Dowiedział się od nich, że jest silna motywacja, by postawić mu akt oskarżenia. - Zdaję sobie sprawę z tego, że zasiądę w ławie oskarżonych. Taka jest cena mówienia prawdy w postkomunistycznej Polsce, która wciąż skażona jest poprzednim systemem, w ramach grubej kreski postawionej przez premiera Tadeusza Mazowieckiego - tłumaczy.

- Przyjmuję taki stan rzeczy jaki jest i proszę o modlitwę - powiedział ks. Międlar.