Do redakcji „Rzeczpospolitej” zgłosił się czytelnik, który regularnie trenuje i kupuje przez internet suplementy wspierające pracę mięśni. Jego zaniepokojenie wzbudziła reklama produktu opisywanego jako semaglutyd, czyli aktywny składnik leku Ozempic. 

Domowe laboratorium

Podobnych produktów jest znacznie więcej. Łączy je to, że w przeciwieństwie do Ozempicu (stosowanego w leczeniu m.in. cukrzycy typu 2) sprzedaje się je bez recepty, w drodze wysyłkowej jako peptydy (krótkie łańcuchy aminokwasów działające jak przekaźniki informacji w organizmie). Ich producenci twierdzą, że nie należy ich stosować u ludzi ani zwierząt i wykorzystywać jedynie do celów badawczych.

Problem polega na tym, że obok opisu „procedury badawczej” (nie pada wyjaśnienie, dlaczego zwykły konsument miałby ją prowadzić) umieszcza się instrukcje dawkowania oraz obszerne wyliczenia korzyści płynących z przyjmowania semaglutydu. Całość jest zaś okraszona licznymi nawiązaniami do leku Ozempic.

Czytaj więcej

List ma ochronić lek generyczny przed zakazem jego sprzedaży. Jest projekt

„Semaglutyd 2 mg firmy Bioamino Labs, dostępny w naszym sklepie internetowym, to aktywny składnik leku Ozempic, który zdobył uznanie jako skuteczny środek w terapii cukrzycy typu 2 oraz wspieraniu kontroli masy ciała” – czytamy w opisie produktu oferowanego na stronie peptydyshop.com za 349 zł. Nazwa „Ozempic” pada jeszcze kilkunastokrotnie, m.in. w stwierdzeniu, że „choć Semaglutide jest substancją czynną, a Ozempic to nazwa handlowa konkretnego produktu, to oba te terminy często są używane zamiennie” albo w zapewnieniu, że „jednym z najbardziej znanych preparatów, który zawiera Semaglutide, jest Ozempic”. Dalej wymienia się korzyści ze stosowania tego preparatu, np. redukcję masy ciała.

Na stronie twojepeptydy.pl za 399 zł kupimy „GLP-1+GIP (Ozempic, Tirzepatide) 5mg Slavic Labs” reklamowany jako peptyd hamujący łaknienie i prowadzący do redukcji masy ciała. Z kolei na stronie peptyology.pl obecna w Ozempiku substancja czynna jest sprzedawana, bez referencji do leku, jako peptyd „Semaglutyd – złoty standard kontroli wagi” za 219 zł. W opisie produktu czytamy, że „Semaglutide w postaciach farmaceutycznych jest substancją czynną zarejestrowanych leków, zatwierdzonych do leczenia cukrzycy typu 2, otyłości oraz – od 2024 r. – redukcji ryzyka sercowo-naczyniowego. Research-grade Semaglutide oferowany przez Peptology nie jest żadnym z tych zarejestrowanych leków – to liofilizowany peptyd badawczy przeznaczony wyłącznie do zastosowań naukowych i in vitro, nieprzeznaczony do stosowania u ludzi ani zwierząt”. Zarazem jednak producent wskazuje, że jego oferta jest skierowana do „badaczy”, którzy odchudzającą substancję mają testować na samych sobie.

Czytaj więcej:

ABC Firmy Przyspieszają prace nad zniesieniem zakazu reklamowania się aptek

Pro

„Decydując się na stosowanie semaglutydu, aktywujesz naturalne mechanizmy organizmu na dwa główne sposoby: 1) hamowanie apetytu: peptyd wysyła sygnały do ośrodka sytości w mózgu, redukując uczucie głodu i chęć podjadania. 2) opóźnione opróżnianie żołądka: pokarm pozostaje w żołądku nieco dłużej, co zapobiega gwałtownym skokom insuliny i stabilizuje poziom glukozy po posiłku” – wskazuje Peptology. Zastrzega, że informacje dotyczące dawkowania „są podane w celu naukowo-informacyjnym i nie stanowią rekomendacji do indywidualnego stosowania, porady medycznej ani instrukcji podania”.

Na stronie one-peptides.pl semaglutyd jest sprzedawany za 329 zł jako odczynnik chemiczny do badań. Jego producent stwierdza, że „nie należy mylić Sema G Pen RUO z lekami semaglutydu zarejestrowanymi przez Novo Nordisk – Ozempic, Wegovy, Rybelsus”. Nie przeszkadza mu to jednak w zamieszczeniu instrukcji dawkowania (jak wskazuje – nieprzeznaczonej dla pacjentów) sygnowanej przez wymienioną z imienia i nazwiska magister farmacji „z dwunastoletnim doświadczeniem”.

Zamów, zapłać, testuj

Każdy z opisanych wyżej preparatów bez trudu można zamówić do domu. Wystarczy zapłacić i wskazać adres wysyłki. Dystrybutorzy nie wymagają jakichkolwiek dokumentów czy choćby oświadczeń potwierdzających prowadzenie badań. Zaś sprzedawane przez nich produkty mogą trafić do automatu paczkowego, pomimo tego, że w Polsce zakazana jest wysyłkowa sprzedaż leków na receptę. Ma to szczególne znaczenie w przypadku leku Ozempic, który nawet przed otwarciem musi być przechowywany w lodówce. Ozempic jest też droższy – jego ceny zaczynają się od ok. 400-500 zł i często brakuje go w aptekach.

Czytaj więcej

Refundacja leków. Ze SZNUR-u wypadły leki onkologiczne w ambulatoriach

– Niedopuszczalne jest, aby substancje lecznicze stosowane w lekach na receptę były dostępne przez internet pod szyldem peptydów do celów badawczych. To stwarza poważne ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentów. W przeszłości sygnalizowaliśmy ten problem właściwym organom. Wydaje się, że bez zaostrzenia przepisów i umożliwienia zdecydowanych działań odpowiednim służbom, niewiele się zmieni, a osoba zainteresowana leczeniem otyłości może skusić się znacznie tańszym i łatwiej dostępnym preparatem na odchudzanie z internetu – mówi Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

W odpowiedzi na nasze pytania Novo Nordisk, producent leku Ozempic stwierdza, że „zakup produktów leczniczych lub produktów przedstawianych jako ich odpowiedniki z niezweryfikowanych źródeł internetowych może wiązać się z poważnym ryzykiem dla zdrowia, ponieważ nie ma gwarancji co do ich składu, jakości, bezpieczeństwa ani warunków, w jakich zostały wytworzone i były przechowywane”.

Zapewnia, że przekazane mu przez „Rzeczpospolitą” adresy stron internetowych zostaną zweryfikowane. Stwierdza również, że w „Novo Nordisk funkcjonują procedury i systemy umożliwiające identyfikowanie i zgłaszanie podejrzanych ofert oraz produktów”. Po wstępnej weryfikacji stosowne informacje są przekazywane odpowiednim organom.

Czytaj więcej

Cofanie zezwoleń aptekarzom na prowadzenie biznesów. NSA zmienia zdanie

Dystrybutorzy peptydów nie tylko narażają bezpieczeństwo pacjentów, ale również bezprawnie posługują się zarejestrowanym znakiem towarowym – Ozempic. – Trudno uznać, że mamy do czynienia z uprawnionym referencyjnym użyciem (posłużenie się cudzym znakiem towarowym jest niezbędne do wskazania przeznaczenia towarów lub usług, w szczególności jako akcesoriów lub części zamiennych – red.). Jest to przykład naruszenia prawa do znaku towarowego Ozempic – mówi Magdalena Materowicz-Kukla, radczyni prawna z JWP Rzecznicy Patentowi.

Ostrzeżenia nie wystarczą 

W sierpniu 2025 r. główny inspektor farmaceutyczny wraz z głównym inspektorem sanitarnym wydali „ostrzeżenie publiczne dotyczące nielegalnego obrotu syntetycznymi peptydami oferowanymi jako odczynniki chemiczne lub do badań. Zwrócono w nim uwagę m.in. na to, aby nie przyjmować żadnych substancji – ani doustnie, ani we wstrzyknięciach – które nie są przeznaczone do stosowania przez ludzi”.

W ostrzeżeniu nie ma jednak mowy o produktach referujących do leku Ozempic. Zaś sprzedające peptydy strony nie zniknęły z internetu. W odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej” wynika, że GIF dostrzega konieczność uszczelnienia przepisów (patrz: ramka). Z kolei GIS odesłał nas do wspomnianego wyżej ostrzeżenia oraz prowadzonej w związku z nim kampanii w mediach społecznościowych. Wskazał również, że kierowane do niego zgłoszenia w tej sprawie są przekazywane odpowiednim organom. O postępowania w sprawie sprzedaży tego typu produktów zapytaliśmy wszystkie prokuratury regionalne. Do czasu publikacji tego tekstu odpowiedziała połowa z nich. W żadnej nie toczy się postępowanie w tej materii.

Wyjaśnienia dla "Rzeczpospolitej"
Stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego

Problem syntetycznych peptydów sprzedawanych w internecie jako „odczynniki chemiczne do badań analitycznych”, „materiały referencyjne wyłącznie do badań laboratoryjnych” lub „produkty do badań naukowych i prac rozwojowych” jest znany GIF. Preparaty tego typu nie posiadają pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w Polsce jako produkty lecznicze (…). W przypadku produktów leczniczych zawierających agonistów receptora GLP-1 (np. semaglutyd) (…) nie jest prawnie dozwolone prowadzenie sprzedaży wysyłkowej nawet przez legalnie działającą aptekę ogólnodostępną prowadzącą sprzedaż online. Wydanie takiego produktu leczniczego pacjentowi może nastąpić tylko w aptece stacjonarnej po okazaniu recepty. Zamieszczanie tego rodzaju ofert w internecie jest więc działalnością polegającą na oferowaniu produktów leczniczych poza legalnym łańcuchem dystrybucji lub produktów sfałszowanych. W przypadku ujawnienia tego rodzaju działalności w ramach bieżących zadań lub otrzymanych zgłoszeń, GIF sukcesywnie kieruje zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do prokuratury i organów ścigania (…). Brak danych pozwalających na identyfikację podmiotu odpowiedzialnego za daną ofertę może istotnie utrudniać podjęcie przewidzianych prawem działań administracyjnych. Każde zgłoszenie jest jednak analizowane indywidualnie, w tym pod kątem możliwości podjęcia działań przez właściwe organy (…). Identyfikację tych produktów utrudnia fakt, że ich opisy są formułowane w sposób niejednoznaczny – oficjalne informacje często wskazują na przeznaczenie substancji wyłącznie do celów chemicznych lub laboratoryjnych. Dopiero pogłębiona analiza oferty budzi uzasadnione wątpliwości co do ich faktycznego przeznaczenia, gdyż opisywany jest spodziewany efekt ich działania na organizm ludzki i korzyści ze stosowania dla użytkownika, co wskazuje na sprzedaż z intencją zastosowania u człowieka (…). Na początku 2026 r. podpisane zostało porozumienie czterostronne pomiędzy GIF, URPL, RPP oraz GIS. W porozumieniu wskazano wspólne obszary działań, obejmujące przede wszystkim nadzór i monitorowanie rynku w celu zwalczania nielegalnego obrotu m.in. produktami imitującymi produkty lecznicze. (…) Sygnatariusze zobowiązali się również do wypracowania propozycji zmian legislacyjnych, które uszczelnią przepisy dotyczące sprzedaży produktów niezgodnie z przeznaczeniem oraz uregulują rynek i reklamę suplementów diety.

– Jeżeli produkt formalnie oferowany „do badań” jest opisywany poprzez odniesienia do redukcji masy ciała, hamowania apetytu czy działania na organizm człowieka, może powstać pytanie, czy w rzeczywistości nie jest prezentowany jako produkt leczniczy. Znaczenie ma przy tym całokształt przekazu – opis, nazwa, oznakowanie czy sposób oferowania – oceniany z perspektywy potencjalnego odbiorcy. Sama deklaracja „tylko do użytku badawczego” nie powinna przesądzać o wyniku takiej oceny, lecz być analizowana jako jeden z elementów całokształtu prezentacji produktu – komentuje Jolanta Pietrkiewicz-Knecht, radca prawny, ekspertka prawa farmaceutycznego. 

Według niej nie wszystkie peptydy powinny być kwalifikowane jako leki, a każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny. – Jeżeli jednak sposób prezentacji prowadzi do uznania peptydu za produkt leczniczy, jego wprowadzanie do obrotu bez wymaganego pozwolenia może rodzić konsekwencje prawne, w tym odpowiedzialność karną – stwierdza mec. Pietrkiewicz-Knecht.

Przepisy są, leży ich egzekucja

– Do naszej kancelarii zgłaszało się kilku przedsiębiorców z pytaniem o możliwość wsparcia prawnego przy planowanej sprzedaży niezarejestrowanych peptydów albo peptydów oznaczanych jako „na cele badawcze”, kierowanych faktycznie do osób fizycznych – komentuje dr Mateusz Mądry, partner oraz head of life sciences practice w kancelarii DZP.

– Przepisy są tu jednoznaczne i nie zostawiają pola do interpretacji. Sprzedawanie konsumentom peptydów, nawet oznaczonych jako do celów badawczych stanowi naruszenie prawa farmaceutycznego i jest zagrożone karą pozbawienia wolności do 2 lat – dodaje.  

Nasz rozmówca wyjaśnia, że nawet posłużenie się przez sprzedawcę etykietą „do celów badawczych” nie zmienia prawnej kwalifikacji towaru. Decydujący jest jego rzeczywisty charakter. – To dokładnie ten sam mechanizm, który znaliśmy z dopalaczy sprzed lat (chodzi o kwalifikowanie dopalaczy jako rzekomych produktów kolekcjonerskich – red.): obchodzenie regulacji przez formalne przypisanie produktu do innej, nieuregulowanej kategorii – tłumaczy mec. Mądry.

Zastrzega, że przepisy nie dają podstaw do tego typu praktyki. – To, że sklepy internetowe wciąż powołują się na „cele badawcze”, świadczy więc albo o nieznajomości aktualnego stanu prawnego, albo o świadomym wykorzystywaniu nieaktualnej, dawno uchylonej przesłanki, by zmylić celników i konsumentów – uzupełnia.

Czytaj więcej

Słowo „trauma” jest dziś nadużywane. Samozwańczy terapeuci na tym żerują

Skuteczne ściganie oszustów bywa problematyczne. – Tego typu platformy są bardzo liczne i często zmieniają domenę, nazwę czy spółkę, na którą są zarejestrowane, co utrudnia identyfikację podmiotu odpowiedzialnego i skuteczne dochodzenie. W praktyce postępowania karne w tego typu sprawach najczęściej inicjowane są po wcześniejszym zawiadomieniu ze strony GIF – a sprawy „lekowe” nie należą do priorytetowych kategorii w pracy organów ścigania, co dodatkowo wydłuża i utrudnia egzekucję przepisów – wyjaśnia dr Mądry. 

Czytaj więcej:

Czytaj więcej

Po USA i Australii oszustwo „na Ozempic” dotarło do Polski. Mamy lukę w prawie