Kaukaz o krok od wielkiej wojny

Od kilku dni grzmi artyleria na armeńsko-azerbejdżańskiej granicy. Giną nawet generałowie.

Publikacja: 14.07.2020 19:00

Kaukaz o krok od wielkiej wojny

Foto: AFP

Tym razem nie chodzi o Górski Karabach, z powodu którego kraje od 1992 roku de facto znajdują się w stanie wojny. Od niedzieli trwają starcia na granicy w rejonie Tovuz, kilkaset kilometrów na północ od wspieranego przez Erywań separatystycznego regionu.

– 12 lipca siły zbrojne Armenii dokonały ataku i próbowały zająć azerbejdżańskie pozycje. To nie był zwykły atak, to był ostrzał artyleryjski. Walki na granicy wciąż trwają, sytuacja jest bardzo napięta– powiedziała we wtorek „Rzeczpospolitej" rzeczniczka azerbejdżańskiego MSZ Leyla Abdullayeva.

Władze w Baku we wtorek informowały już o pięciu poległych wojskowych, wśród ofiar starć znaleźli się generał oraz pułkownik azerbejdżańskiej armii. – Próbują odwrócić uwagę od wewnętrznych problemów w kraju. Prowokując, Armenia chce też wciągnąć do konfliktu państwa trzecie. Pamiętajmy, że Erywań należy do ODKB (Rosja, Białoruś, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgizja, Armenia) – dodaje.

Rosja, która od 1995 roku w armeńskim Giumri posiada 102. bazę wojskową i kontroluje armeńsko-turecką granicę (z Turcją, tak samo jak z Azerbejdżanem, Armenia nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych), wydała ostrożny komunikat, nie wskazując winnych. Moskwa „wyraża poważne zaniepokojenie". Zresztą, jak podają media, szef rosyjskiej dyplomacji już zadzwonił do Baku i Erywania.

Zaniepokojenie wyraziły również USA, UE oraz OBWE, która od 1992 roku w ramach tzw. Grupy Mińskiej OBWE (Armenia, Azerbejdżan, Rosja, Francja i USA) próbuje uregulować konflikt w Górskim Karabachu – na razie bezskutecznie. Do zakończenia walk władze w Baku i Erywaniu wezwał również sekretarz generalny ONZ. I tylko Turcja, główny sojusznik Azerbejdżanu, jednoznacznie stanęła po jego stronie.

Diametralnie inny przekaz płynie z Erywania. W tamtejszym resorcie obrony informują, że to Azerbejdżan rozpoczął w niedzielę atak. Rzeczniczka resortu Szuman Stepanian twierdzi, że to „żołnierze azerbejdżańskich sił zbrojnych jadący samochodem marki UAZ próbowali przekroczyć granicę Armenii". Ormianie nie informowali o poległych, lecz tylko o rannych. Premier kraju Nikol Paszynian oskarżył władze w Baku o prowokację.

– Rozpoczął Azerbejdżan, ponieważ Armenii to nie jest potrzebne. Utrzymanie status quo w sprawie Górskiego Karabachu, który nazywamy Arcach, działa na naszą korzyść. Po co nam destabilizacja? – mówi „Rzeczpospolitej" czołowy armeński politolog Stepan Grigorian. – Azerbejdżan chce zwrócić na siebie uwagę świata, który już niespecjalnie się przejmuje tematem Karabachu, gdyż z powodu pandemii każdy kraj ma własne kłopoty. Armenia ma demokratyczne władze, kraj się zaczyna rozwijać. To przeszkadza władzom w Baku – dodaje. Narzeka na reakcję Rosji i ODKB, które „nawet nie zwołało posiedzenia w sprawie starć na granicy".

– To pokazuje po raz kolejny, że źle dobraliśmy sojuszników, w odróżnieniu od Azerbejdżanu, za którym murem stoi Turcja – mówi Grigorian.

Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 780
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konflikty zbrojne
Joe Biden ostrzega Iran. Prezydent USA użył jednego słowa
Konflikty zbrojne
Atak na Izrael. W stronę kraju wystrzelono kilkadziesiąt rakiet
Konflikty zbrojne
Ukraińska ustawa o mobilizacji. Służyć na froncie aż do końca
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Konflikty zbrojne
Dlaczego Rosja zaatakowała elektrownie na Ukrainie? Putin: Musieliśmy