Sytuacja wokół Iranu staje się coraz bardziej niejasna. Jeszcze niedawno prezydent Donald Trump przedstawił Iranowi ultimatum: otwarcie cieśniny Ormuz albo miażdżące uderzenie USA na irańską infrastrukturę kraju. Jednak na kilkanaście godzin przed upływem wyznaczonego terminu Trump ogłosił jego wydłużenie o pięć dni, uzasadniając to rozpoczęciem rozmów z władzami irańskimi w sprawie zakończenia konfliktu. Teheran zaprzeczył jednak, by rozmowy takie się toczyły. To wcale nie musi oznaczać, że takich rozmów nie ma albo że za chwilę nie usłyszymy o ich zerwaniu.

Inwazja wojsk USA na Iran nadal nie jest wykluczona

Pojawiły się też podejrzenia – m.in. w prasie amerykańskiej – że Donald Trump przesunął termin upływu ultimatum, aby dać czas potrzebny do dotarcia na miejsce jednostek piechoty morskiej, które nadal znajdują się w drodze na Bliski Wschód. Uprawdopodabnia to opisany przez dziennik „New York Times” fakt, że w celu wsparcia operacji wojskowych USA w Iranie rozważana jest możliwość wysłania w ten region jednej z brygad ze składu amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej (brygada taka liczy zazwyczaj około 3500 żołnierzy). Wydaje się zatem, że mimo prowadzonych rozmów – o ile rzeczywiście się toczą – Amerykanie nadal przygotowują się do dalszego prowadzenia ataków przeciwko Iranowi.

Foto: Tomasz Sitarski

Kluczowe staje się w tym przypadku pytanie o to, z jakim oporem, w przypadku inwazji lądowej, ze strony Irańczyków musieliby się liczyć Amerykanie. Ani lotnictwo Iranu, ani jego regularna Marynarka Wojenna nie przedstawiały w momencie wybuchu konfliktu z koalicją amerykańsko-izraelską większej wartości bojowej i nie stanowiły dla atakujących poważniejszego wyzwania – co zresztą szybko potwierdził przebieg wydarzeń. Dziś, poza siłami morskimi Korpusu Strażników Rewolucji ani irańska marynarka, ani lotnictwo nie liczą się już jako samodzielne czynniki militarne.

Niewiele mówi się natomiast o potencjale lądowym Islamskiej Republiki Iranu. Tymczasem, skoro w grze nadal pozostaje opcja mniej lub bardziej ograniczonej interwencji na lądzie – mówi się co najmniej o próbie zajęcia irańskiej wyspy Chark (lokalizacja kluczowego terminala naftowego Iranu) – warto przyjrzeć się tym siłom bliżej, w dwóch kontekstach: ich składu i możliwości bojowych oraz morale.

Irańska wyspa Chark

Irańska wyspa Chark

Foto: Infografika PAP

Jak liczna jest irańska armia? Czy byłaby groźnym rywalem dla sił USA?

Irańskie wojska lądowe (Artesz) liczą około 350 tysięcy żołnierzy, w tym około 220 tysięcy poborowych. To armia typowo defensywna, przygotowywana do obrony własnego terytorium w oparciu o terenowe zalety Iranu. W skład wojsk lądowych wchodzą cztery dywizje pancerne, dwie dywizje zmechanizowane, cztery dywizje lekkiej piechoty, sześć grup artyleryjskich, dwie dywizje sił specjalnych, dywizja powietrznodesantowa oraz grupa wsparcia lotniczego.

Formacje te – jak podaje najlepsza na polskim rynku analiza wojsk pancernych Iranu autorstwa Damiana Ratki („Wojska Pancerne Ajatollahów”) – rozmieszczone są przede wszystkim na granicach: na zachodzie kraju stacjonuje 92. Dywizja Pancerna w Kermanshah, na kierunku irackim, a na wschodzie 84. Dywizja w Zahedanie, na kierunku afgańskim. Ich głównym zadaniem jest przyjęcie pierwszego uderzenia w trudnym terenie gór Zagros.

Trzon sił pancernych Arteszu tworzy od 1500 do 1700 czołgów. Najliczniej reprezentowane są czołgi T-72S – od 300 do 480 sztuk, produkowane w Iranie na licencji rosyjskiej od 1993 roku, uzbrojone w armatę 125 mm i wyposażone w reaktywne opancerzenie Kontakt-1. Nie jest to szczyt techniki pancernej, ale w działaniach obronnych nadal mogą się sprawdzać.

Drugim typem irańskich czołgów są wozy rodziny Zulfiqar (to nazwa mitycznego miecza należącego pierwotnie do proroka Mahometa, podarowanego po bitwie pod Uhud w 625 roku Alemu ibn Abi Talibowi – pierwszemu imamowi szyitów) w kilku odmianach. Jak podaje Damian Ratka, to czołgi będące hybrydą rozwiązań zaczerpniętych z amerykańskiego M60 i rosyjskiego T-72, z którego pochodzi ich armata 125 mm. Na stanie irańskiej armii nadal pozostają też amerykańskie czołgi M60A1 w wersjach Samsam i Sulejman-402, pochodzące jeszcze sprzed rewolucji islamskiej, angielskie Chieftainy zmodernizowane do standardu Mobarez oraz radzieckie T-55 i T-62 przebudowane do wersji T-72Z Safir-74.

Potencjał militarny Iranu i Izraela (dane z 2024 roku)

Potencjał militarny Iranu i Izraela (dane z 2024 roku)

Foto: PAP

Siłom pancernym towarzyszy około 2100 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych, blisko 580 dział samobieżnych, 4500 armat holowanych oraz ponad tysiąc wyrzutni rakietowych, z których znaczna część – według zapewnień amerykańskiego Pentagonu – ma być już zniszczona.

Przed uderzeniem amerykańsko-izraelskim tylko dwie irańskie dywizje pancerne były w pełni skompletowane i gotowe do działania. Obecnie, po częściowej mobilizacji, stan ukompletowania irańskich jednostek powinien być większy. Wydaje się jednak, że już sama masa sprzętu – w większości ukrytego prawdopodobnie w podziemnych magazynach – oraz zróżnicowany teren z licznymi pasmami górskimi stwarzają warunki do skutecznego spowolnienia i absorpcji uderzenia w przypadku inwazji lądowej.

Ataki na irańskie jednostki Gwardii Rewolucyjnej

Ataki na irańskie jednostki Gwardii Rewolucyjnej

Foto: PAP

Strażnicy Rewolucji, czyli siły do działań asymetrycznych

Drugim – po armii regularnej – ważnym komponentem sił lądowych Iranu jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który liczy od 130 do 150 tysięcy zawodowych żołnierzy, zorganizowanych w ponad 30 prowincjalnych korpusów – po jednym na każdą irańską prowincję i dwa dodatkowe dla Teheranu. Każdy korpus dysponuje własnymi batalionami piechoty, lekkimi siłami pancernymi, artylerią i pododdziałami specjalnymi, tworząc zdecentralizowaną sieć zdolną do prowadzenia działań nieregularnych i kontroli przestrzeni miejskiej bez potrzeby wsparcia z zewnątrz.

Oddziały te mają na wyposażeniu sprzęt w najnowszych dostępnych wersjach i w znacznie lepszej kondycji technicznej niż w przypadku Arteszu. Ma to być m.in. około 480 czołgów T-72 i około 100 czołgów Karrar, około 250 bojowych wozów piechoty i liczne pojazdy lekkie. Najważniejszym wyposażeniem tej formacji są jednak liczne lekkie systemy rakietowe o różnym przeznaczeniu.

Czytaj więcej

Nie żyje Mohammad Naini, rzecznik Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej

Wyposażenie Strażników przeznaczone do prowadzenia działań asymetrycznych obejmuje wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe, zestawy przeciwpancerne Toophan będące lokalną kopią amerykańskiego pocisku TOW, granatniki RPG-29 i pociski Kornet, a także improwizowane ładunki wybuchowe i miny.

Każdy korpus IRGC jest logistycznie samowystarczalny. Dysponuje własnymi pododdziałami saperskimi i elementami obrony przeciwlotniczej, a podziemne magazyny – tak zwane miasta rakietowe – pozwalają na prowadzenie oporu nawet bez stałych linii zaopatrzenia. Co czyni te jednostki szczególnie groźnymi dla sił każdego potencjalnego agresora.

Podsumowując, siły Strażników są „lżejsze" od Arteszu, co wynika z faktu, że nastawione są nie na starcie z przeciwnikiem w otwartym polu, lecz na jego wyniszczenie w długotrwałych działaniach nieregularnych.

Czytaj więcej

Iran i „największa policja polityczna świata”. Zginął generał, zastąpi go 31 osób

Uzupełnieniem sił Strażników jest Basidż – czyli Związek Mobilizacji Uciemiężonych, masowa paramilitarna milicja ochotnicza utworzona w 1979 roku – licząca według różnych szacunków od 450 tysięcy do miliona członków. Jej zdolna do szybkiej mobilizacji struktura opiera się na sieci baz zorganizowanych przy meczetach. Wyposażenie tej organizacji obejmuje lekką broń piechoty: karabinki, granatniki RPG, improwizowane pojazdy z wyrzutniami rakiet niekierowanych oraz środki przeciwpancerne, m.in. miny. Siły te, poza zdolnością do tłumienia wewnętrznych protestów, szkolone są także do wykonywania w przypadku inwazji zadań związanych z miejską partyzantką.

Morale Irańczyków jest kluczowe w starciu z armią USA

Nie tylko stan sił irańskich i opisywana już wcześniej na łamach „Rzeczpospolitej" militarna geografia kraju mają znaczenie w przypadku interwencji lądowej. Równie ważne jest morale irańskich sił zbrojnych i postawa irańskiego społeczeństwa.

W wojnie w Iraku w 2003 roku jednym z głównych czynników, które zapewniły Amerykanom szybkie zwycięstwo nad siłami lądowymi Saddama Husajna, było niskie morale irackiej armii. Żołnierze w dużej mierze nie wierzyli w sens obrony reżimu – wielu z nich poddawało się bez walki lub porzucało pozycje jeszcze przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań. W przypadku Iranu ten czynnik raczej Amerykanom nie pomoże.

Rzetelna ocena morale sił irańskich nie jest oczywiście dziś możliwa, nie są one bowiem jednolitą całością. Wyraźnie widoczny jest podział między żołnierzami regularnej armii (Arteszu) a członkami Korpusu Strażników Rewolucji. Całe pokolenie oficerów i podoficerów Arteszu ukształtowało się na doświadczeniach ośmioletniej wojny z Irakiem (1980–1988), kiedy to regularne wojsko – mimo ogromnych strat i chaosu wywołanego rewolucją – zachowało spójność i skutecznie walczyło w obronie terytorium państwa, niekoniecznie zaś konkretnego systemu politycznego. Ta instytucjonalna pamięć, połączona z głęboko zakorzenionym, defensywnym patriotyzmem perskim, sprawia, że w scenariuszu pełnoskalowej interwencji lądowej obcy najeźdźca mógłby liczyć raczej na efekt jednoczenia się społeczeństwa wokół zagrożonego kraju niż na powtórkę irackiego scenariusza masowych kapitulacji – nawet jeśli część żołnierzy gardzi obecnym reżimem i jego polityką.

Regularna irańska armia postrzega siebie raczej jako zaniedbywany instrument państwa niż filar reżimu, a jej gotowość do ponoszenia dużych strat w obronie obecnego systemu politycznego jest ograniczona

Z drugiej strony liczne źródła opisują chroniczne niedobory zaopatrzenia, gorsze traktowanie żołnierzy Arteszu w porównaniu ze Strażnikami Rewolucji – wskazuje się na uprzywilejowanie tych ostatnich w ewakuacji rannych, logistyce i dostępie do części zamiennych – a także rosnącą skalę dezercji oraz nieudane próby mobilizacji rezerw (Iran International, Critical Threats). W znacznej części armii panuje poczucie bycia „mięsem armatnim” i narastająca frustracja, spowodowane m.in. skalą strat poniesionych w wyniku ataków izraelskich w latach 2024–2025. W efekcie regularna armia postrzega siebie raczej jako zaniedbywany instrument państwa niż filar reżimu, a jej gotowość do ponoszenia dużych strat w obronie obecnego systemu politycznego jest ograniczona.

Czytaj więcej

Izraelczycy twierdzą, że Trump chce porozumienia z Iranem

Czym innym jest jednak poczucie obrony reżimu – widoczne, zwłaszcza gdy armia bywa wykorzystywana w polityce wewnętrznej – a czym innym wspomniany wcześniej patriotyzm ujawniający się w chwilach, gdy pojawia się zagrożenie zewnętrzne.

W przypadku Strażników konieczne jest uwzględnienie dodatkowego czynnika ideologicznego oraz ich materialnych interesów korporacyjnych. To właśnie te elementy wzmacniają wolę walki Strażników – nie tylko w obronie Iranu jako państwa, ale też w obronie reżimu ajatollahów.

IRGC i powiązany z nimi Basidż są od lat kształtowane jako „straż rewolucji". Wielu członków tych organizacji dopuściło się zbrodni, za które w przypadku upadku reżimu mogliby zostać pociągnięci do odpowiedzialności. To zaś wzmaga ich determinację w obronie panującego systemu, który zapewnia im wyraźnie uprzywilejowaną pozycję społeczną i ekonomiczną względem reszty irańskiego społeczeństwa, a także bezkarność w przypadku nadużywania władzy. Dodatkowym spoiwem tego środowiska jest głęboka nienawiść zwykłych Irańczyków do Strażników, postrzeganych jako aparat represji – co tylko utwierdza ich w przekonaniu, że nie mogą liczyć na łaskę w razie zmiany władzy.

Starcie lądowe USA z Iranem nie przypominałoby wojny w Iraku

Amerykanie z pewnością nie natknęliby się w Iranie na armię gotową do masowej kapitulacji, jak miało to miejsce w Iraku, ale też nie stanęliby przed monolitem fanatycznych obrońców rewolucji. Czekałby ich twardy, wielowarstwowy opór: regularna armia walcząca w obronie własnego terytorium, Strażnicy broniący własnych przywilejów i Basidż zdolny do długotrwałej partyzantki miejskiej. Do tego dochodzi teren, który sprzyja obrońcom oraz społeczeństwo, które – niezależnie od stosunku do reżimu ajatollahów – ma własne powody, by nie witać obcych wojsk z otwartymi ramionami.

Militarne zwycięstwo byłoby oczywiście możliwe. Ale jego polityczny i ludzki koszt mógłby okazać się nieporównywalnie wyższy niż cokolwiek, z czym Amerykanie mierzyli się na Bliskim Wschodzie od czasu inwazji na Irak.