W izraelskich mediach w poniedziałek dominowało przekonanie, że odwet będzie jednak umiarkowany, tak aby uniknąć szerokiej wojny na Bliskim Wschodzie. W grę wchodzi więc kilkudniowa operacja odwetowa z dużym udziałem lotnictwa.
– Hezbollah zapłaci, nasze działania będą mówić same za siebie – oświadczył w poniedziałek Joaw Gallant, minister obrony. Został on wraz z premierem Beniaminem Netanjahu upoważniony przez izraelski rząd do podjęcia takich działań, jakie uznają za konieczne.
Jak pisał „Jerusalem Post”, w czasie posiedzenie rządu nie dyskutowano w ogóle o możliwości inwazji lądowej na Liban. Nie dlatego, że taka opcja jest z góry wykluczona, ale z obawy, że informacje na ten temat mogłyby przedostać się do mediów.
Czytaj więcej
Izraelskie lotnictwo atakuje cele związane z Hezbollahem w południowym Libanie - podaje izraelska telewizja KAN.
Ameryka przeciwko dalszej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie
Jak na razie z wielu stolic płyną do Izraela wezwania o umiar w działaniach odwetowych. – Jest bardzo ważne, aby zapobiec dalszej eskalacji konfliktu i uniknąć jego rozprzestrzenienia – oświadczył Antony Blinken,
Nikt nie oczekuje przy tym, że Izrael zrezygnuje z odwetu całkowicie. Nikt nie wierzy zapewnieniom Hezbollahu, że rakieta, która uderzyła w Madżdal Szams na okupowanych Wzgórzach Golan, nie pochodziła z jego arsenału. Izraelska armia przedstawiła dowody wskazujące, że odłamki znalezione na boisku piłkarskim pasują do irańskiej rakiety Falak-1, która w Libanie jest używana wyłącznie przez Hezbollah.
Była jedną z tysięcy wystrzelonych już w ostatnich miesiącach na Izrael. Hezbollah utrzymuje, że rozpoczął walkę z Izraelem w obronie Palestyńczyków i Hamasu walczących w Strefie Gazy.
Czytaj więcej
Izrael chce uderzyć w Hezbollah, ale nie chce wciągnąć Bliskiego Wschodu w pełnowymiarową wojnę - twierdzą dwaj przedstawiciele administracji Izrae...
Co dalej z negocjacjami o zawieszeniu broni między Izraelem i Hamasem
Rakieta na Madżdal Szams spadła w chwili, gdy w Rzymie trwała kolejna runda negocjacji z Hamasem w sprawie zawarcia porozumienia o zawieszeniu broni i uwolnieniu przynajmniej części izraelskich zakładników. Dalsze losy tych negocjacji zależą w tej chwil nie tylko od rodzaju izraelskiego odwetu za Madżdal Szams, ale także od przyszłości stanowiska premiera Netanjahu. Ma dylemat, gdyż przeciwko porozumieniu jest dwu nacjonalistycznych ministrów w jego gabinecie grożących zerwaniem koalicji rządowej.
– Nie odnoszę wrażenia, aby Izrael otrzymał od USA wolną rękę w wyborze środków odwetowych w Libanie – mówi „Rzeczpospolitej” Richard Dalton, były brytyjski ambasador w Iranie. Jego zdaniem podobnie jak Waszyngton również Teheran nie jest zainteresowany wywołaniem wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie.
Nie uda się jej uniknąć, jeżeli Izrael zdecyduje się na działania mające na celu likwidację Hezbollahu na wzór walki z Hamasem. – W takiej sytuacji Iran będzie zmuszony do podjęcia działań militarnych przeciwko Izraelowi, gdyż libański Hezbollah jest swego rodzaju gwarantem bezpieczeństwa Iranu, zapobiegając bezpośredniemu atakowi Izraela, chociażby w związku z irańskim programem nuklearnym – tłumaczy Richard Dalton.
Obawy w Libanie. Szef libańskiej dyplomacji: „Nie mamy wpływu na Hezbollah”
Tymczasem w Libanie trwa nerwowe oczekiwanie na działania Izraela.
– Nie mamy żadnego wpływu na Hezbollah, z którym pozostajemy jednak w stałym kontakcie – powiedział CNN Abdallah Buhabib, szef libańskiej dyplomacji. Hezbollah to państwo w państwie. Według własnych danych ma 100 tys. bojowników pod bronią. Ma też podobno 150 tys. rakiet oraz utrzymuje stałe linie zaopatrzenia z Iranu poprzez Irak i Syrię.
Czytaj więcej
Atak rakietowy na boisko piłkarskie na okupowanych przez Izrael Wzgórzach Golan doprowadził do śmierci 11 osób, w tym dzieci - poinformowały izrael...
– Odwet będzie umiarkowany. Przede wszystkim dlatego, że Netanjahu jest ostrożnym politykiem unikającym ryzyka. W wypadku wojny na wielką skalę z Hezbollahem należałoby się liczyć z licznymi ofiarami wśród cywilów w Izraelu oraz rosnącym niezadowoleniem społecznym, czego Netanjahu pragnie uniknąć – mówi „Rzeczpospolitej” Szmuel Bar, niezależny izraelski analityk polityczno-wojskowy.
Z kolei nasz rozmówca z Bejrutu, Nadim Shehadi, były analityk brytyjskiego think tanku Chatham House, jest przekonany, że teoretycznie Izrael nie ma innego wyjścia, jak zaatakować z dużą mocą Hezbollah, gdyż nie może tolerować trwających już niemal dziesięć miesięcy ataków rakietowych i konieczności ewakuacji dziesiątków tysięcy obywateli Izraela oczekujących na powrót do domów.
Wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie nie obawia się premier Turcji Recep Tayyip Erdogan, który w obronie Palestyńczyków zagroził właśnie państwu żydowskiemu inwazją. Równocześnie tureckie MSZ w poniedziałkowym oświadczeniu porównało Beniamina Netanjahu do Hitlera.