Rosyjska armia gnębi Serbów

Rosjanie pobili serbskich najemników za odmowę pójścia do samobójczego szturmu, a teraz próbują oskarżyć o dezercję

Publikacja: 09.01.2024 19:08

Graffiti w Belgradzie nawołujące do wstępowania do nieistniejącej już Grupy Wagnera

Graffiti w Belgradzie nawołujące do wstępowania do nieistniejącej już Grupy Wagnera

Foto: PAP/EPA

- Traktują nas jak bydło – mówił dowódca najemników Dejan Berić w nagraniu rozpowszechnionym w internecie.

W okolicach szturmowanej od października Awdijiwki znalazła się grupa serbskich najemników, dołączona do jednej z rosyjskich dywizji desantowych. Przed Nowym Rokiem rosyjskie dowództwo kazało wydać im po 2-3 magazynki z amunicją do automatów i ruszać do ataku – bez jakiegokolwiek wsparcia, nawet bez granatów. Jeśli było im coś jeszcze potrzebne to – jak powiedzieli rosyjscy oficerowie – mają sobie „zdobyć w walce”.

Słowiańska jedność na froncie

Serbowie, których w większości zwerbowano do walki w rosyjskiej armii hasłami „jedności słowiańskiej”, odmówili i zażądali przeniesienia do czeczeńskiego batalionu Ahmat (zaopatrywanego szczodrze przez władcę Czeczenii Ramzana Kaydrowa). W odpowiedzi ich rosyjscy koledzy odebrali im broń i wypędzili z ziemianek, zmuszając do siedzenia kilka dni na mrozie bez jedzenia.

Czytaj więcej

Serbia. Prezydent Vučić zgarnia wszystko

W końcu wpuścili ich, by się ogrzali ale wtedy wpadła rosyjska policja wojskowa, zaczęła strzelać w powietrze w schronach, bić kolbami Serbów i żądać żeby podpisali oświadczenia, że są dezerterami, ewentualnie przyznali się do szpiegowania.

Błyskotliwa kariera robotnika budowlanego

Na razie obronił ich Dejan Berić, który walczy jako najemnik w rosyjskiej armii od 2014 roku, początkowo jako snajper. Z prostego robotnika budowlanego w Soczi (gdzie pracował przy budowie olimpijskich obiektów) dosłużył się podobno stopnia majora. Obecnie jest głównym werbownikiem serbskich najemników.

Ostatnio został mianowany do grona zaufanych z „obywatelskiej grupy inicjatywnej”, która zgłosiła Władimira Putina jako niezależnego kandydata na prezydenta w marcowych wyborach. Ale obecnie Kreml uchyla się od zajęcia stanowiska w konflikcie serbskich najemników z oficerami regularnej armii. 

Wymiana wyzwisk między Słowianami

W nagraniu znanym z internetu Berić wystąpił w t-shircie z napisem „Ekipa Putina” (prawdopodobnie odnosząc się do swej nominacji do „grupy inicjatywnej”). Opowiadał, że rosyjskie dowództwo nazywało serbskich najemników „Cyganami” i „pytali, po co przyjechali walczyć na Ukrainie”.

- Całe te dowództwo to zorganizowana grupa przestępcza i stanowią ten jeden procent pedałów (ogólne wyzwisko w języku rosyjskim, nie odnoszące się do preferencji seksualnych -red.) w armii, oni realnie powinni trafić za kratki – mówił Berić. Po czy dodał, że nie zdziwi się jak jego samego wsadzą tam za „dyskredytację armii” (z nowego paragrafu kodeksu karnego wprowadzonego po wybuchu wojny).

Zwerbować brygadę

Serbowie pojawili się na wojnie w Ukrainie jeszcze w 2014 roku, wtedy był to pluton Wilk w składzie Grupy Wagnera. Wraz z najazdem w 2022 roku oddział przeniesiono do 106 Tulskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej i wysłano pod Kijów. Stamtąd musiał uciekać wraz z rosyjską armią, tak jak i z regionu charkowskiego (podczas ukraińskiej kontrofensywy jesienią 2022 roku). W końcu trafił na front w okolicach Doniecka, nie wiadomo jednak jakiej obecnie jest wielkości.

Czytaj więcej

Serbia chwali chińską broń. "Najważniejsze uzbrojenie, jakie kupiliśmy"

Kreml bowiem chciał zwerbować w Serbii przynajmniej brygadę najemników (do tysiąca ludzi) do służby przy własnych oddziałach desantowych. Jeden z oficerów policji politycznej FSB a obecnie urzędnik w guberni moskiewskiej Roman Karatajew wymyślił jak ich legalizować na terenie Rosji, a potem w rosyjskiej armii.

Jednak serbskie władze zaczęły się denerwować masowym werbunkiem do Grupy Wagnera i sprzeciwiać się procederowi. Samo najemnictwo karane jest w Serbii do 10 latami więzienia.

Do czego potrzebni są Serbowie

Obecnie procederem zajmuje się Berić, namawiając do służby wprost w regularnej armii a nie u Wagnera, choć nadal jako najemnicy, czyli lepiej płatni. Gwarantami takich umów mieli wystąpić znany w Serbii szef nacjonalistycznego, rosyjskiego klubu motocyklowego Nocne Wilki Aleksandr Załdostanow i syn byłego prezydenta Jugosławii (skazanego za zbrodnie przeciw ludzkości) Slobodana Miloszevicia, Marko który od 20 lat mieszka w Rosji.

- Rosyjskie władze chcą przetrzymać bez ogłaszania mobilizacji do wyborów prezydenta w marcu, wyszykowawszy do tego czasu materiałowo-techniczne rezerwy potrzebne do szybkiego formowania nowych dywizji i pułków. Ale, by to osiągnąć to teraz na rzeź trzeba rzucać wciąż nowych i nowych ludzi – wyjaśniał BBC jeden z rosyjskich aktywistów pomagających dezerterom z własnej armii, po co Kremlowi najemnicy z Serbii.

Nie wiadomo, ilu Serbów obecnie zawerbowano do walki na ukraińskim froncie, ale przygody ludzi Bericia nie dodają w ich oczach uroku służbie w rosyjskiej armii.

Konflikty zbrojne
Premier Słowacji: Rosjanie nigdy nie oddadzą Ukrainie Krymu, nie odpuszczą Donbasu
Konflikty zbrojne
Walki o Czasiw Jar. Rosjanie próbują się przedrzeć na quadach
Konflikty zbrojne
Rosyjskie wojsko wycofuje się z Górskiego Karabachu. Kreml potwierdza
Konflikty zbrojne
David Cameron w Izraelu. Zapowiada sankcje wobec Iranu
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Konflikty zbrojne
Ukraina oskarża Rosję o użycie zakazanej broni do "oczyszczania okopów"