Czytaj więcej
24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Wołodymyr Zełenski podkreślił, że zima, która była bardzo trudna dla Ukrain...
Rosyjskie agencje poinformowały, że w przygranicznym obwodzie briańskim w Rosji trwają walki z grupą "ukraińskich sabotażystów".
"Grupa ukraińskich sabotażystów weszła do dwóch wiosek, w jednej z nich biorąc miejscowych mieszkańców jako zakładników" - twierdzi TASS, powołując się na informatora. Według tego źródła, trwają starcia oddziałów Rosgwardii z "sabotażystami".
Czytaj więcej
W przygranicznym obwodzie briańskim w Rosji trwają walki z grupą "ukraińskich sabotażystów" - podają rosyjskie agencje, powołując się na miejscowe...
Informacje o zakładnikach podały też inne rosyjskie agencje, RIA i Interfax. Powołując się na rosyjskie służby RIA przekazała, że kilka osób zostało wziętych jako zakładnicy w sklepie we wsi oddalonej o mniej niż kilometr od granicy z Ukrainą.
Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, pytany o sytuację w obwodzie briańskim przez dziennikarzy stwierdził, że prezydent Władimir Putin "został o niej poinformowany" i dodał, że atak "ukraińskich bojowników" w obwodzie briańskim ma charakter "ataku terrorystycznego", a agencje bezpieczeństwa podejmują działania mające na celu "zniszczenie terrorystów".
Tymczasem według najnowszych doniesień za atakiem na wsie w obwodzie briańskim stoi Rosyjski Korpus Ochotniczy.
"Dokładnie teraz możecie zobaczyć w internecie informacje, że "ukraińscy dywersanci" zabili dzieci, wzięli zakładników i wycofali się. Wszystko to kłamstwo kremlowskiej propagandy" - ogłosił przedstawiciel Korpusu w sieci społecznościowej Telegram.
"Rosyjski Korpus Ochotniczy wkroczył na Briańszczynę, by pokazać rodakom, że jest nadzieja, że wolni Rosjanie z bronią w ręku mogą walczyć z reżimem" - dodał.
Korpus sam twierdzi, że jest jednostką podległą dowództwu ukraińskiej armii, w przeciwieństwie do Legionu, który wchodzi w skład Gwardii Narodowej. Jednak ukraińskie dowództwo "Północ" (odpowiedzialne za bezpieczeństwo północnej części kraju) twierdzi, że nic nie wie o jakiejś akcji prowadzonej po rosyjskiej stronie granicy.
W sieci pojawiło się zdjęcie dwóch bojowników Korpusu na tle wejścia do punktu pomocy medycznej w wiosce Liubeczany. W rękach trzymają niewidziany wcześniej sztandar - prawdopodobnie to jest ich symbol. Bojownika z lewej rozpoznano jako Denisa Kapustina. W styczniu w Rosji zablokowano nagranie na Youtubie, w którym informował, że walczy w składzie Korpusu.
Rosyjska, niezależna telewizja Dożdź rozpoznała na zdjęciu inną osobę: Denisa Nikitina, dowódcę Rosyjskiego Korpusu Ochotników. Jeszcze jesienią ubiegłego roku, w wywiadzie dla jednej z ukraińskich telewizji powiedział on, że "jest mieszkańcem Moskwy w drugim pokoleniu a teraz walczy za Ukrainę".
- Na akcji było 45 ludzi. Weszliśmy, sfilmowaliśmy, zrobiliśmy zasadzkę na dwa wozy bojowe. Dzieci i w ogóle ofiar cywilnych nie wiedziałem. Ale jeden (rosyjski) pogranicznik został ranny. Żadnych zakładników nie braliśmy - powiedział niezależnemu, rosyjskiemu wydaniu "Ważnyje Istorii" jeden z uczestników ataku.
- Żadnych ukraińskich dywersantów tu nie było. Nigdy nie sądziłem, że rosyjska granica jest tak dziurawa - mówił sam Nikitin. Z jego przeszłości wiadomo też, że należał do "ultrasów" (chuligańsko-bandyckich grup kibiców), był też skinheadem, trenował sztuki walki. Używał pseudonimu Denis White Rex i przez pewien czas był związany ze środowiskami rosyjskiej skrajnej prawicy. Część niezależnych, rosyjskich dziennikarzy uważa, że były to grupy neonazistowskie.
On sam twierdzi, że kilkakrotnie był w Rosji zatrzymywany przez policję, a na czele jakiejś grupy podpalił biuro rządzącej, putinowskiej partii Jedna Rosja.