O ustaleniach Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) donosi w swoim serwisie internetowym tygodnik „Spiegel”. Cytuje pismo, jakie BKA skierował do przedstawicieli niemieckiej gospodarki.

Urząd ostrzega przed kolejnymi aktami sabotażu przeciw infrastrukturze krytycznej „w ilościowo i ewentualnie także jakościowo zwiększonej formie”. Ataki mogą być skierowane przeciwko połączeniom gazowym i energetycznym, a także internetowym na dnie morza. Również obiekty na morzu lub na lądzie, takie jak terminale LNG lub turbiny wiatrowe, mogą „stanowić kolejny cel ataku”. „Pod rozwagę” należy wziąć również cyberataki.

BKA pisze też o powodzie awarii Nord Stream 1 i 2 – przyjmuje tu „ukierunkowany sabotaż”. Nie ma informacji nt. sprawcy, BKA wskazuje jednak, że to najpewniej „podmioty państwowe”. „Zwłaszcza z uwagi na dużą złożoność popełnienia tego czynu, jak i na związane z nim przygotowania” – czytamy.

Wycieki z rurociągów Nord Stream. „Sabotaż”

Nie jest to niespodzianka – takimi podejrzeniami dzielili się już eksperci i przedstawiciele władz, w tym Polski, Niemiec, Wlk. Brytanii czy Danii. Duńska premier Mette Frederiksen, która w sobotę (1.10.22) rozmawiała w Londynie z szefową brytyjskiego rządu Liz Truss, potwierdziła: „To jest sabotaż infrastruktury krytycznej. Jest to więc bardzo poważna sytuacja”.

W obu rurociągach prowadzących z Rosji do Niemiec odkryto 27 września kilka dużych wycieków, które według ustaleń duńskich i szwedzkich były spowodowane eksplozjami o ogromnej sile wybuchu. Zachód obwinia za to Rosję, czemu Moskwa zaprzecza.

Niemiecka minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser już zapowiedziała, że wspólny zespół śledczy z Danii, Szwecji i Niemiec zbada incydenty. W sprawę może zaangażować się też prokurator federalny. – To możliwy antykonstytucyjny sabotaż, który ma wpływ na Niemcy – powiedział minister sprawiedliwości Marco Buschmann.

Przesył gazu do UE

Awaria Nord Stream 1 i 2 nie ma wpływu na dostawy gazu do Europy, gdyż po zablokowaniu inwestycji Nord Stream 2 przesył w ogóle nie został uruchomiony. Natomiast przepływ gazu w Nord Stream 1 zablokowała już w sierpniu sama Rosja po zdecydowanym stanowisku państw UE w obronie Ukrainy. Gazprom tłumaczył się „pracami konserwatorskimi”. Spowodowało to skok cen surowca na rynkach europejskich i obawy, czy wystarczy go na zimę.

Państwa UE podjęły szereg działań, by zapewnić gaz, importując go spoza Rosji. Już w czasie, gdy odkryto awarię, niemieckie magazyny surowca, były w ok. 90 proc. zapełnione. W przyszłości jednak dużym problemem będzie nie tylko import, ale i dystrybucja gazu między państwami UE z powodu braku infrastruktury.