Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 217

W dniach 23-27 września na terenie okupowanych części obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego odbyły się pseudoreferenda, w których - według oficjalnych danych - niemal wszyscy głosujący opowiedzieli się za włączeniem ich regionów do Rosji.

Farsa, nie referendum

Strona ukraińska informowała jednak, że mieszkańcy byli zmuszani do udziału w referendach wbrew ich woli, często głosowali pod bronią, głosowanie nie miało charakteru tajnego, a ponadto często głosowano za nieżyjących lub nieobecnych członków rodziny. Państwa Zachodu deklarują, że nie uznają wyników pseudoreferendów i - będących ich następstwem - aneksji okupowanych części Ukrainy do Federacji Rosyjskiej.

Czytaj więcej

USA wzywają swoich obywateli do opuszczenia Rosji

Władimir Putin prawdopodobnie ogłosi aneksję okupowanych ziem Ukrainy w piątek, zaledwie tydzień po ogłoszeniu, że na terenach tych odbędą się referenda, po ogłoszeniu częściowej mobilizacji i po zagrożeniu użyciem broni atomowej w obronie terytoriów, które Rosja uzna za swoje. W poniedziałek zebrać ma się na nadzwyczajnym posiedzeniu Duma, dzień później decyzję Putina może zatwierdzić Rada Federacji (izba wyższa rosyjskiego parlamentu).

- Ta farsa na okupowanych terytoriach nie może się nawet nazwać imitacją referendum - mówił w wieczornym wystąpieniu z 27 września prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski.

Mychajło Podolak, doradca szefa kancelarii Zełenskiego zapowiedział, że Ukraińcy odpowiedzialni za pomoc w organizacji pseudoreferendów będą zagrożeni karą co najmniej pięciu lat więzienia za zdradę. Karani nie będą natomiast Ukraińcy zmuszeni do udziału w referendum.

USA zapowiadają przygotowywanie nowego pakietu sankcji, by ukarać Rosję za spodziewane aneksje. Stany Zjednoczone mają też w tym tygodniu ogłosić nowy pakiet pomocy militarnej dla Ukrainy wart 1,1 mld dolarów.

"Nikt nie głosował"

Do Zaporoża docierają tymczasem Ukraińcy z okupowanych części kraju, którzy twierdzą, że pseudoreferenda na tych terenach były "żartem".

- To zabawne. Nikt nie głosował, ale ogłoszono wyniki - mówi Ljubomir Bojko, z wsi w okupowanej części obwodu chersońskiego, którego cytuje Reuters.

- Mogą ogłosić co chcą. Nikt nie głosował w referendum poza kilkoma osobami, które przeszły na drugą stronę. Chodzili od domu do domu, ale nikt nie wychodził - relacjonuje przebieg głosowania w swojej wsi Bojko.

Wielu mieszkańców okupowanych terytoriów próbuje teraz uciec z nich na stronę ukraińską, bojąc się, że Moskwa po aneksji zacznie wcielać Ukraińców do armii i rzucać ich do walki przeciw rodakom.

Andrij, 37-latek z Berysławia w obwodzie chersońskim twierdzi, że w obwodzie pustoszeją całe wioski. - 70 proc. ludzi wyjeżdża z powodu referendum. Nie ma światła, gazu, pracy i nagle, mamy referendum. To całkowity nonsens. Nie znam nikogo kto by głosował - przekonuje.