To jedna strona monety. Ale jest i druga. Mierzi mnie retoryczne awanturnictwo polityków, brutalizacja języka, wulgaryzacja debaty publicznej. Wytknięte Czarneckiemu słowa o "szmalcownikach" nigdy nie powinny paść, a jeśli już padły i to wobec kobiety, powinny skłonić do przeprosin, dyskretnych i z kwiatami, do czego Ryszard Czarnecki nie był niestety zdolny. Szkoda, zapomniał, że w dobie Twittera i internetu dać swobodnie pohasać językowi nie wolno nawet u Sowy czy w Amber Roomie, a co dopiero w wywiadzie dla niszowego medium. Bo można przegrać wiele, jeśli nie wszystko.