Wysyłanie przez jednego z najważniejszych polityków PiS liderki białoruskiej opozycji do Moskwy, bo nie spodobało mu się to, z kim się ona w Polsce spotyka, to wstrząsający przejaw politycznej arogancji. Zdaniem Ryszarda Terleckiego spotykanie z wiceszefem partii opozycyjnej jest działaniem antyrządowym i antypolskim, a szkoła letnia, którą dla lokalnych liderów chce organizować Trzaskowski, to kuźnia antyrządowych (i zapewne też antypolskich) kadr.
To zaskakujące, jak łatwo jeden z najważniejszych polityków przejął język łukaszenkowsko-putinowskiej propagandy, w myśl której każdy, kto protestuje przeciw ich rządom, jest wrogiem państwa. Zaskakujące też, jak język Terleckiego zbliżony jest do PRL-owskiej nowomowy, jaką w latach 80. oburzano się na to, że zagraniczne delegacje odwiedzające socjalistyczną Polskę spotykały się z tymi, którzy ekipie Jaruzelskiego i Urbana się nie podobali.