Można mieć wątpliwości, czy prezydent Ukrainy zdaje sobie sprawę z konsekwencji swych gestów dobrej woli. Najpierw udało mu się doprowadzić do wymiany więźniów z Rosją. Tyle że skapitulował i uznał, że ukraińscy wojskowi marynarze, których Rosjanie zatrzymali w listopadzie 2018 r., nie są jeńcami wojennymi, ale zwykłymi więźniami. W dodatku milcząco uznał rosyjskie pretensje do kontrolowania całej Cieśniny Kerczeńskiej i oddał Rosji ukraińskiego obywatela, który był kluczowym świadkiem w sprawie zestrzelenia malezyjskiego boeinga nad Donbasem w lipcu 2014 r.