Poseł Zbigniew Gryglas ma całkiem pokaźną polityczną kartotekę. W przeszłości bywał przedsiębiorcą i urzędnikiem państwowym. Zdążył zaliczyć epizody na stanowiskach kierowniczych w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych, Skarbu Państwa i MSWiA. Na swojej stronie chwali się, że przepracował w tej roli dziesięć lat.
Elementarna arytmetyka podpowiada, że nie mogło się odbywać wyłącznie za poprzednich rządów prawicy. O wcześniejszych przynależnościach partyjnych nie wspomina. Przed czterema laty do polityki wdrapał się po plecach Ryszarda Petru, jako poseł Nowoczesnej, by swojego przywódcę opuścić w momencie dekoniunktury i przyłączyć się do Zjednoczonej Prawicy. Jako, że chwali się swoją pasją żeglarską, spokojnie można powiedzieć, że zostawiając skompromitowanego Ryszarda zgrabnie dożeglował na stanowisko wiceprezesa partii „Porozumienie” Jarosława Gowina. Teraz znów kandyduje na posła z listy PiS i pewnie dlatego wpadł w takie „prawicowe” uniesienie, że zapowiedział publicznie „dezubekizację wojskowych emerytur” i eliminację „czarnych owiec” wśród dziennikarzy.