Słuchając wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego podczas spotkania z młodymi, miałem deja vu. Zjazd Forum Młodych PiS reklamowano jako gwóźdź kampanii Andrzeja Dudy, podczas którego prezes PiS miał wysłać sygnał do młodych wyborców, pokazać, że PiS to partia świadoma tego, że młodzi oczekują większej troski o środowisko, równości płac kobiet i mężczyzn itp. Nowoczesnego i pomysłowego wystroju, mnóstwa zieleni, roślin oraz scenografii nie powstydziłaby się nowoczesna korporacja podczas spotkania z klientami. I na tym tle jakby wyrwany z zupełnie innej epoki Jarosław Kaczyński, jakby pierwszy sekretarz na spotkaniu Komsomołu, snujący historiozoficzne dywagacje na temat „Polska wyspą wolności”.

Trzeba mieć sporo tupetu, by przekonywać, że tylko obóz dobrej zmiany może zapewnić Polakom wolność, po tym, czego PiS dopuszcza się w telewizji publicznej, po skandalu z ocenzurowaniem na liście przebojów piosenki Kazika, której nie życzyli sobie politycy PiS, ponieważ uderzała ona w Jarosława Kaczyńskiego. Mający na starość coraz większą słabość do zamordystycznych metod Kaczyński, który milczy, gdy policja szykanuje osoby protestujące pod jego domem przeciwko polityce kierowanej przez niego partii, mówiący o tym, jak to na świecie wolność jest w odwrocie i tylko w Polsce ma się dobrze. Lider partii, której polityka często sprowadza się do szczucia na kolejne grupy społeczne – a to na elity, a to na sędziów, na lekarzy, na nauczycieli – zachwycony TVP, która nie ma problemu, by w kampanii wyborczej posługiwać się antysemickimi teoriami spiskowymi, strojący się w piórka obrońcy wolności nie wygląda nawet na dobry żart.

Sprawa wcale jednak nie jest śmieszna. Prezes PiS stosuje tu bowiem odwracanie znaczenia pojęć. Wolność jest dla niego wtedy, gdy rządzi PiS. Gdy rządzi ktokolwiek inny, Polsce grozi zniewolenie. Obietnica wolności brzmi bowiem jak zawoalowana groźba: Nie chcecie wolności w wersji PiS? My już was do tej wolności zmusimy. Brzmi znajomo?

Ale nie tylko dlatego miałem poczucie, że już gdzieś to widziałem. Pointując swoją wypowiedź, prezes Kaczyński był łaskaw stwierdzić, że to Andrzej Duda stoi na czele obozu wolności w Polsce, że tylko jego prezydentura da Polakom wolność. Dokładnie pięć lat wcześniej po przegraniu pierwszej tury wyborów sztab kandydata Platformy Obywatelskiej ogłosił nowe hasło. Pamiętacie je państwo? Brzmiało ono: „Bronisław Komorowski – prezydent naszej wolności”. Ciekawe, czy uczynienie z Andrzeja Dudy obrońcy wolności skończy się tak samo jak w przypadku Komorowskiego.