Oczywiście gdyby mężów stanu mierzyć długością wąsów, z pewnością w naszym kraju numerem jeden stałby się właśnie wicemarszałek Sejmu z ramienia PiS. W pokonanym polu zostałby nawet wąs Lecha Wałęsy, który jak może stara się wrócić na polityczną scenę. Ostatnio pojawił się w programie "Teraz my". Były prezydent to już zupełnie nie trzyma języka za zębami i tłumaczy dlaczego: – Kiedy ktoś mi na odciski nachodzi, stosuję Stary Testament – ząb za ząb.
Ten samorodny mąż stanu ma jednak pewne kłopoty zdrowotne. – Podobno z męskich spraw zostało panu już tylko golenie? – dopytywał Tomasz Sekielski.
– Ale tylko przez dwa miesiące, bo organizm musi się przyzwyczaić do nowego sprzętu – odpowiedział.
Wszyscy wiedzą, że bez tłumacza trudno Wałęsę zrozumieć, ale ta wypowiedź szczególnie zastanawia. Jaki sprzęt w dwa miesiące zrobi z rekonwalescenta prawdziwego mężczyznę, a może jeszcze męża stanu? A poza tym u naszego kuracjusza pozostała dawna wrodzona skromność: – Ja z pychy to usiadłbym sobie i czyścił ordery. Przecież mam tego dużo.
Później była głowa państwa zapewniła: – Moje serce coraz lepiej pompuje krew do mózgu.
Ale papierów na to nie ma. Jest za to nagranie Grzegorza Schetyny, który też nie potrafi trzymać języka za zębami i wysypał przed Moniką Olejnik kulisy pracy rządu: – Jan Krzysztof Bielecki jest libero, mózgiem drużyny. Ja jestem ofensywnym pomocnikiem. A pan premier Tusk gra zawsze w napadzie, w ataku.
To się naród ciekawych rzeczy dowiedział! Donald Tusk nie jest mózgiem tej drużyny. Jeszcze gorsza wiadomość dla biznesu – premier nie jest libero. Ale najgorsze, że jest w napadzie. Ale czego? – pytam w imieniu elektoratu i posła Palikota, który pewnie zażąda upublicznienia okresowych badań lekarskich premiera.