Niestety, muszę zacząć od słów „a nie mówiłem”. Nie sądziłem tylko, że pierwsze, i to tak poważne wydarzenia, które przybliżają nas do realizacji tego scenariusza, nastąpią tak szybko.
Polityka przeciwko Unii Europejskiej staje się nową strategią
Oto w pierwszym wydaniu „Rzeczpospolitej” w 2026 r., gdy tradycyjnie – jako redakcja – manifestujemy swoje przywiązanie do idei Unii Europejskiej, postawiłem tezę, że najbliższe kilkanaście miesięcy do wyborów parlamentarnych w 2027 r. to będzie czas walki o nasze – Polski – członkostwo we Wspólnocie. Głównie z rosnącym w siłę środowiskiem na prawo od PiS. Ale Jarosław Kaczyński postanowił rzucić „potrzymajcie mi piwo i patrzcie”…, i prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o SAFE. Prawo, które – na szczęście – rozszerzało tylko możliwości wykorzystania pożyczek na cele obronne, a nie było warunkiem koniecznym, byśmy po te środki sięgnęli. Choć wejście obozu Prawa i Sprawiedliwości na drogę wypowiadania członkostwa w Unii zaczęło się już kilkanaście minut po ogłoszeniu Przemysława Czarnka kandydatem Jarosława Kaczyńskiego na premiera.
Czytaj więcej
Przez lata euro było symbolem dopełnienia polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Dziś jednak, w obliczu rosnącego eurosceptycyzmu, Polska staje...
Bo weto wobec SAFE nie jest zwykłym epizodem w sporze między rządem a prezydentem. To kolejny element większej układanki. Takiej, w której Unia Europejska przestaje być wspólnotą, a zaczyna być wygodnym przeciwnikiem politycznym. Najpierw była opowieść o „dyktacie Brukseli”, potem narracja o „niemieckiej Europie”, a dziś coraz częściej słyszymy, że Polska powinna iść własną drogą. Własną, czyli jaką dokładnie? Tego – jak zwykle – nikt nie wyjaśnia.
Brexit pokazał rachunek. Polska zapłaciłaby jeszcze wyższy
Tę drogę przeszła już Wielka Brytania. Brexit miał być triumfem suwerenności i odzyskanej kontroli. Okazał się kosztowną lekcją ekonomii. Spadły inwestycje, ucierpiała produktywność, a ceny żywności wzrosły szybciej niż mogłyby bez opuszczenia wspólnego rynku. Brytyjskie gospodarstwa domowe zapłaciły za tę decyzję miliardy funtów.
Polska znalazłaby się w jeszcze trudniejszej sytuacji. Około 80 proc. naszego eksportu trafia na rynki Unii Europejskiej. Tymczasem setki miliardów euro z funduszy europejskich pomogły zbudować drogi, kolej, infrastrukturę i nowoczesny przemysł. Wspólny rynek nie jest zaś dla nas przecież abstrakcyjnym projektem politycznym, a fundamentem naszego wzrostu gospodarczego ostatnich dwóch dekad.
Dlatego najbardziej niepokojące nie jest samo weto prezydenta wobec SAFE, a wmawianie przez Karola Nawrockiego, Jarosława Kaczyńskiego, Przemysława Czarnka i innych polityków PiS, że ewentualne rozstanie z Unią nie będzie niosło za sobą żadnych kosztów. Ba, że każdy Polak już następnego dnia odczuje same zalety tego kroku. Jakby można było wyjść z największego rynku świata, odwrócić się od Wspólnoty, do której trafia cztery piąte naszego eksportu, i następnego dnia prowadzić interesy dokładnie tak samo jak wcześniej. Otóż nie można.