Reklama

Na paradę naprzód marsz

Publikacja: 06.08.2010 19:18

Na paradę naprzód marsz

Foto: Rzeczpospolita, Janusz Kapusta JK Janusz Kapusta

Podczas gdy wszystkie oczy zwróciły się ku Krakowskiemu Przedmieściu i heroicznym bądź też oszalałym – niech każdy wybierze sobie określenie zgodnie z tym, co mu dyktuje sumienie, a ustawa zasadnicza gwarantuje – obrońcom krzyża, nieco z boku, w cieniu niejako, toczy się inny bój, inne zmagania, wielka wojna ojczyźniana w polskim wydaniu o niezłomne prawa gejów. Te bowiem miast w Polsce rozkwitać, wciąż nie mogą znaleźć zrozumienia. I nawet rozedrgane w tańcu, ulotne niczym chorągiew na wietrze, rozpalone współczuciem i głęboką tęsknotą za równością ciało Ryszarda Kalisza na wielkiej paradzie równości nie wystarczyło, by zmienić zakute łby pozostałych polityków.

Co gorsza zaś, dzień po dniu nadchodzą kolejne hiobowe wieści. Oto czytam wywiad w najnowszym numerze „Polityki” z właśnie wybraną na rzecznika praw obywatelskich Ireną Lipowicz. A tam aż zieje nietolerancją, brakiem empatii, totalnym niezrozumieniem przysługujących mniejszościom praw.

Dzielna dziennikarka najbardziej otwartego tygodnika na wschód od Odry dwoi się i troi, a to sufluje, a to znów grozi, i wszystko na nic. Pani Lipowicz miast się przerazić, miast winę wyznać, do Canossy w tęczowym stroiku, a choćby i z balonikiem podążyć, nie rozumie. Nie pojmuje, biedna, jak wielką i niewybaczalną zbrodnię popełniła.

1. Bo: po pierwsze, nie była na paradzie.

Dziennikarka „Polityki” zadaje pytanie: „Pani szwedzki odpowiednik wziął udział w warszawskiej EuroPride. Może pani też powinna dołączyć?”.

Reklama
Reklama

2. Bo: po drugie, powinna obiecać, że pójdzie za rok.

Dziennikarka „Polityki” zadaje drugie pytanie: „To może w przyszłorocznej Paradzie Równości pani pójdzie?”.

3. Bo: po trzecie, nie rozumie, że musi to zrobić.

Dziennikarka „Polityki” zadaje trzecie pytanie: „Demonstrowała mniejszość, która czuje się dyskryminowana i oczekuje, że rzecznik da jej wsparcie. To byłby gest”.

Etc., etc.

Padają kolejne pytania, wzięte jakby wprost z podręcznika agitatora. A pani rzecznik? Wciąż ta sama skandaliczna obojętność.

Reklama
Reklama

Ileż przyjemności przynosi obserwacja tego dialogu. Z jednej strony reprezentantka świadomości oświeconej i postępowej. Nie pyta, czy demonstrowanie ma sens. Nie pyta, czy geje są faktycznie prześladowani. Nie pyta, czy owa mniejszość może zachowywać się tak, by razić uczucia większości. To pytania z innego etapu, to pytania burżuazyjno-konserwatywno-homofobiczne. Każdy, kto subiektywnie nie rozumie, że prawa gejów są naruszane, obiektywnie znajduje się „na białej plamie na mapie Europy”. Z drugiej strony nowo wybrany urzędnik, który uważa, że by kogoś bronić przed dyskryminacją, należy jej dowieść.

O nie, to nie ujdzie. W kraju Unii Europejskiej? Taki brak rozeznania? Dyżurni oficerowie wydziału propagandy gejowskiej czuwają. I prędzej czy później tak wytresują polskich polityków, by na paradę w podskokach biegli.

Komentarze
Estera Flieger: MAGA dyletant. Nie jesteśmy skazani na tzw. realizm
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Port Haller – wielki projekt PiS czy próba patriotycznego szantażu?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Kto nie chce pokoju w Ukrainie? Donald Trump puka do złych drzwi
Komentarze
Jędrzej Bielecki: USA chcą Grenlandii. Polsce zaczyna być nie po drodze z Donaldem Trumpem
Komentarze
Bogusław Chrabota: Zbigniew Ziobro rozpętuje z Węgier polską wojnę domową
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama