Otóż próbują nam narzucić perspektywę pałkarstwa politycznego z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej. Oto – ich zdaniem – przebiegły Kaczyński wykorzystuje grupę warchołów do ostatecznego pognębienia Platformy.

Rozgrywa swoją własną bitwę, gdzie w rolach leninowskich „pożytecznych idiotów" pojawiają się  P. Guział, R. Kalisz, liderzy Solidarnej Polski , ludzie Palikota etc. Innymi słowy budują teorię spiskową, jakoby za referendum stał Kaczyński, a wszyscy wokół byli marionetkami w jego rękach. Czym są teorie spisowe?

Wiemy dobrze. Zazwyczaj upraszczają rzeczywistość. W tym wypadku teoria o „ukrytej mocy sprawczej Kaczyńskiego" po pierwsze uderza w samodzielność polityczną licznych zwolenników referendum, po drugie marginalizuje ich krytykę polityki władz stolicy, po trzecie mitologizuje osobę Kaczyńskiego, a po czwarte, pewnie najważniejsze nie bierze pod uwagę scenariuszy korzystnych dla Platformy, a te są dwa.

Pierwszy z nich to referendalny sukces Hanny Gronkiewicz – Waltz, która może zostać na fotelu prezydenckim. Drugi to jej sukces w przyspieszonych wyborach. Oba scenariusze są na mój nos bardzo prawdopodobne. Czyżby ów „demiurg zła" Jarosław Kaczyński miał aż tyle mocy proroczych, by przeanalizować wszystkie okoliczności i wygrać dla PiS referendum?

Szczerze w to wątpię, zwłaszcza wobec idiotycznej kampanii referendalnej z użyciem litery "W", co spolaryzowało nawet twardy PiS-owski elektorat. Nie, Jarosław Kaczyński nie jest osią żadnego krwawego spisku i jeśli ktoś tak go postrzega, sam jest ofiarą politycznych  stereotypów i jazgotu z obu stron.

Kto wygra na referendum? Na pewno nie plastikowy kandydat Prawa i Sprawiedliwości Piotr Gliński. W przyspieszonych wyborach nie ma żadnych szans. Wygrać może Hanna Gronkiewicz – Waltz i (wraz z jej sukcesem) Platforma, albo Ryszard Kalisz, bo tylko on jest w stanie pokonać  HGW  w Warszawie.

Czyim sukcesem będzie wygrana Kalisza? Jeszcze nie wiemy. Na pewno nie Platformy i na pewno nie PiS-u. Choć, jak życie uczy niczego tak do końca nie można wykluczyć.