Wówczas prowadzący w sondażach PiS dystansował partię Donalda Tuska o 10 pkt proc. Ale potem, w ciągu sześciu tygodni, PO odrobiła aż 8 pkt procentowych, powiększając o niemal połowę liczbę swych wyborców. Czyżby Tusk był cudotwórcą i wyciągnął PO z najgłębszego w historii sondażowego dołka?
Polityka w jednej dziedzinie przypomina biznes – nie znosi bezruchu. Wielkie przedsiębiorstwa i sławne marki, które się nie rozwijają, po pewnym czasie znikają. Podobnie partie – te, która nie potrafią przypominać o sobie – przestają się liczyć. Po fatalnej jesieni Tusk zmobilizował siebie i najbliższe otoczenie. Zabrał się ostro do pracy. I choć wielu komentatorów wyśmiewało wizyty w domach tzw. zwykłych Polaków, choć picie piwa z górnikami w Barbórkę wyglądało sztucznie, choć rekonstrukcja rządu nie wywołała niczyjego chyba entuzjazmu, krok po kroku PO odzyskuje wyborców. I nawet jeśli propozycje premiera są ostro krytykowane – jak choćby obowiązek wożenia w samochodach alkomatu czy oskładkowanie tzw. umów śmieciowych – Polakom wydają się podobać.