Kreml od ponad roku próbuje przekonać opinię publiczną całego świata, że narody wschodniosłowiańskie – te, których kolebką jest Ruś Kijowska – łączy wspólne historyczne przeznaczenie. A jeśli tak, to ukraińskie aspiracje dotyczące wejścia do Unii Europejskiej, nie mówiąc już o NATO, są czymś wręcz nienaturalnym.
Okazuje się jednak, że argumenty moskiewskiej klasy politycznej (podzielane zresztą przez przeważającą część Rosjan) nie znajdują potwierdzenia w nastrojach, które dominują wśród Ukraińców. Świadczą o tym wyniki badań przeprowadzonych przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii we współpracy z amerykańskim Uniwersytetem Maryland. Zwolenników wstąpienia Ukrainy do UE i sojuszu północnoatlantyckiego jest więcej niż przeciwników, chociaż z danych wynika ewidentny podział społeczeństwa ukraińskiego: w stronę Unii i NATO zerkają zachodnia i środkowa część kraju, natomiast południowa i wschodnia (badania objęły również mieszkańców obwodu donieckiego) wciąż nie.
Tak czy inaczej, nie jest to sytuacja korzystna dla Rosji. Warto bowiem zwrócić uwagę na przyrost zwolenników członkostwa w NATO – przybyło ich w ciągu pięciu lat blisko 30 proc. Opowieści Kremla o odwiecznym „braterstwie" rosyjsko-ukraińskim, które próbuje rozbić Ameryka ze swoimi europejskimi psami łańcuchowymi, nie brzmią w tym kontekście wiarygodnie. Przecież w obecnych realiach międzynarodowych jednym z warunków odzyskania przez Moskwę jej dawnych wpływów na Ukrainie musiałoby być realne poczucie więzi mieszkańców tego kraju z Rosją. A cóż to za więź, skoro do aneksji Krymu i prowadzenia wojny w Donbasie trzeba używać „zielonych ludzików" i szmuglowanej przez granicę rosyjskiej broni?
Trzeba jednak uwzględnić fakt, że poparcie dla wejścia do Unii i NATO nie jest bynajmniej na Ukrainie oszałamiające. Ukraińcy mają powód, żeby myśleć, iż znajdują się między młotem a kowadłem: może i Rosja to agresor, ale na mocarstwa zachodnie także trudno liczyć. Memorandum budapeszteńskie z roku 1994, w którym między innymi USA i Wielka Brytania gwarantowały państwu ukraińskiemu nienaruszalność jego granic, okazało się bowiem nic nieznaczącym świstkiem papieru. Tym bardziej ważne jest, jak dziś zachowa się Zachód.