Michał Szułdrzyński: Czy w sprawie reperacji od Niemiec Radosław Sikorski kontynuuje linię rządu PiS?

Gdyby w temacie reparacji partia Jarosława Kaczyńskiego wsparła dziś Platformę, zamiast wmawiać jej proniemieckość, Donald Tusk mógłby osiągnąć w sprawie rozliczenia bolesnej przeszłości obu narodów więcej, niż udałoby się to PiS.

Publikacja: 31.01.2024 17:31

Michał Szułdrzyński: Czy w sprawie reperacji od Niemiec Radosław Sikorski kontynuuje linię rządu PiS?

Foto: EPA/FILIP SINGER

Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości mogli w ostatnich godzinach przeżyć poważny dysonans poznawczy. W kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński i jego współpracownicy straszyli, że zwycięstwo Platformy Obywatelskiej oznaczać będzie de facto zwycięstwo Berlina w Polsce. Sam prezes PiS wielokrotnie mówił swoim zwolennikom o ugrupowaniu Donalda Tuska jako o „partii zewnętrznej”, która realizuje obce interesy w naszym kraju. Straszył, że Polska stanie się kolejnym landem, po tym jak Niemcy doprowadzą do utraty suwerenności przez nasz kraj.

Dlaczego Radosław Sikorski wspomniał w Berlinie o rekompensatach za drugą wojnę światową

I zapewne słysząc, że we wtorek do Berlina pojechał polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, wyborcy PiS byli przekonani, że oto przepowiednie Kaczyńskiego się dopełniły i szef polskiej dyplomacji złoży hołd berliński. Tymczasem tak się nie stało. Mało tego, Sikorski złożył poważną deklarację, co do różnic dotyczących oceny trudnej przeszłości między Polską a Niemcami. – Będę też prosił panią minister, aby rząd niemiecki w kreatywny sposób pomyślał o tym, jak znaleźć formę rekompensaty tych strat wojennych czy zadośćuczynienia – powiedział dziennikarzom w Berlinie szef polskiego MSZ o rozmowach ze swoją niemiecką odpowiedniczką.

Czytaj więcej

Minister Sikorski z wizytą w Berlinie. Strach przed Rosją zbliża Polskę i Niemcy

Choć część PiS zaczęła od razu się zżymać, że nie padło słowo „reparacje”, warto przypomnieć, że nie padło ono również w nocie dyplomatycznej, którą rząd PiS skierował w 2022 roku do Niemiec. W tamtym dokumencie pojawiło się pojęcie „odszkodowań”. Ale mniejsza o słowa. Widać wyraźnie, że polityk PO, będąc w Berlinie, wykorzystał okazję do przypomnienia o bolesnej i nierozliczonej przeszłości. A zarazem nie dał PiS pretekstu do krytykowania rzekomej uległości wobec Niemiec.

Jak zareagował Sikorski na wpadkę von der Leyen w sprawie Auschwitz i Polski

Zaskoczenie wyborców PiS może być tym większe, że to już drugi raz w ciągu ostatnich dni, jak Radosław Sikorski zareagował na drażliwe kwestie historyczne w relacjach Polski i Niemiec. W weekend zarówno polska dyplomacja, jak i sam Sikorski interweniowali, gdy przedstawiciele Komisji Europejskiej nagrali filmiki o ofiarach Holokaustu, pomijając informację, jaki kraj rozpętał drugą wojnę światową, i jako miejsce kaźni wskazując obóz koncentracyjny „Auschwitz w Polsce”.

W sytuacji, gdy szefową Komisji jest niemiecka polityk Ursula von der Leyen, sprawa była wyjątkowo niefortunna. Ale po interwencjach ze strony polskiej, Komisja zmieniła treść klipów.

Ale zostawmy na boku złośliwości pod adresem dysonansu poznawczego wyborców PiS. Znacznie ważniejsze jest to, że liderzy największej partii opozycyjnej wykreowali opowieść o niemieckim rządzie Tuska i Sikorskiego, licząc, że każde ocieplenie w relacjach z Berlinem po wyborach będzie można uznać za kapitulację Warszawy. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. A relacje z Niemcami muszą przestać być zakładnikiem sporu politycznego w Polsce. Powinny być z niego wyłączone. Tam, gdzie mamy zbieżne interesy z Niemcami, powinniśmy współpracować. Tam, gdzie są rozbieżne, polscy politycy – bez względu na to, czy są z PiS, czy z PO – powinni się kierować polską racją stanu. A gdyby w sprawach przeszłości PiS wsparł PO, zamiast wmawiać mu proniemieckość, Polska byłaby w stanie osiągnąć w sprawie rozliczenia bolesnej przeszłości znacznie więcej, niż udałoby się to prawicowemu rządowi.

Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości mogli w ostatnich godzinach przeżyć poważny dysonans poznawczy. W kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński i jego współpracownicy straszyli, że zwycięstwo Platformy Obywatelskiej oznaczać będzie de facto zwycięstwo Berlina w Polsce. Sam prezes PiS wielokrotnie mówił swoim zwolennikom o ugrupowaniu Donalda Tuska jako o „partii zewnętrznej”, która realizuje obce interesy w naszym kraju. Straszył, że Polska stanie się kolejnym landem, po tym jak Niemcy doprowadzą do utraty suwerenności przez nasz kraj.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Po exposé Radosława Sikorskiego. Polska ma wreszcie pomysł na UE
Komentarze
Jerzy Haszczyński: Zdeterminowani obrońcy Ukrainy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Budownictwo socjalne to błędna ścieżka
Komentarze
Michał Płociński: Polska w Unii – koniec epoki młodzieńczej. Historyczna zmiana warty
Komentarze
Izabela Kacprzak: Ministrowie i nowi posłowie na listach do europarlamentu to polityczny cynizm Donalda Tuska