Jeszcze całkiem niedawno, w latach 2015–2019, wydawać się mogło, że białoruski dyktator wystraszył się po wydarzeniach na Krymie i postanowił sięgnąć do zwalczanej przez siebie białoruskości. Przemówił z kartki po białorusku, mówił o potrzebie zrównania godzin nauczania języka białoruskiego ze znacznie bardziej widocznym na Białorusi rosyjskim. W metrze stołecznym pojawiły się napisy w języku białoruskim pisane alfabetem łacińskim, do telewizji państwowej wprowadzono białoruskojęzyczne programy, a na ulicach Mińska pojawiły się nawet reklamy sklepu handlującego pamiątkami i gadżetami w biało-czerwono-białych barwach narodowych wykorzystywanych od lat przez przeciwników reżimu.