„Marszami
wyborów się nie wygrywa” – mówi Szymon Hołownia w odpowiedzi Donaldowi Tuskowi,
który apeluje, by wszyscy politycy opozycji wzięli udział w marszu 4 czerwca.
Nie ma racji i ma ją zarazem, choć wygląda to na paradoks.
Nie ma, bo właśnie
marszami wygrywano wolność wiele razy i wielu krajach. Marsz z okazji 4 czerwca
w Warszawie może w tym sensie być manifestacją siły i jedności opozycji. Szansą
na „policzenie się”, jak to bywało podczas mszy papieskich w latach 70. i stanie
wojennym. Donald Tusk w oczywisty sposób chce do tej tradycji nawiązać i
przemówić do elektoratu językiem jedności. Dać komunikat, że przeciwnikom PiS
chodzi o tę samą sprawę. Tą sprawą jest wygrana w wyborach i odsunięcie prawicy
od władzy.