Za co? – pytały dziennikarki Biełsatu, gdy usłyszały, że są skazane na dwa lata kolonii karnej. To pytanie pojawia się w tytule opowiadania Lwa Tołstoja o bezwzględnych represjach i zsyłce powstańca listopadowego. W wypadku Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej odpowiedź – gdyby ogłaszający wyrok zdobyli się na szczerość – brzmiałaby tak: bo Aleksander Łukaszenko jak car może robić, co chce.
Może zamykać dziennikarzy za to, że są dziennikarzami i tylko dziennikarzami – Andrejewa i Czulcowa po prostu relacjonowały wydarzenia. Może torturować nastolatków, którzy demonstrują przeciw fałszerstwom wyborczym. Może nasyłać zbirów i morderców na obrońców praw człowieka czy artystów. Taka jest Białoruś po ponad ćwierćwieczu rządów Aleksandra Łukaszenki. Nie ma pomysłu, jak ratować gospodarkę, nie dba o szczepionki dla obywateli, zajmuje się obroną swojej władzy. Wszystkimi dostępnymi środkami.