Większość czytelników kojarzy polską fantastykę naukową z Lemem i Dukajem. Tymczasem jej korzenie sięgają pierwszej polskiej powieści i właśnie dlatego w tym roku obchodzimy okrągły jubileusz – 250 lat polskiej fantastyki naukowej. W podcaście „Posłuchaj Plus Minus” Daria Chibner rozmawia z Tomaszem Kołodziejczakiem, pisarzem science fiction i twórcą kanału Otwarte Komiksy, o początkach gatunku, jego polskiej specyfice i o tym, co czeka literaturę w epoce sztucznej inteligencji.

Reklama
Reklama

Polska fantastyka naukowa ma 250 lat. Wszystko zaczęło się od Krasickiego

Za punkt startowy polskiego science fiction Kołodziejczak przyjmuje „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” Ignacego Krasickiego z 1776 r. To powieść obyczajowa i satyryczna, ale z wątkiem fantastycznym: bohater trafia na nieistniejącą wyspę Nipu, gdzie poznaje utopijne społeczeństwo oparte na pracy, hierarchii i obyczaju. Gość przyznaje, że wybór daty jest po części pretekstem – Marek Oramus wskazuje raczej na Michała Dymitra Krajewskiego i jego lot balonem – ale okrągła rocznica sama się prosiła o świętowanie.

Czytaj więcej

Czy fantastyka przetrwa następnych 250 lat? Nie dałbym za to czapki gruszek

Krasicki, pisząc cztery lata po pierwszym rozbiorze Polski, opisał wady współobywateli, które doprowadziły do upadku państwa. Zdaniem Kołodziejczaka Polska 2026 r. pod względem stosunku obywateli do wspólnego majątku i do państwa przypomina tamtą. Uwagę zwraca też wstęp, w którym Krasicki rozprawia o nudzie i grafomanach – jak mówi gość, brzmi to zaskakująco współcześnie.

Polska fantastyka przez ponad 100 lat nie miała nawet swojej nazwy

Przez ponad wiek fantastyka istniała w Polsce bez nazwy, jako element zwykłej literatury. Motyw Geista w „Lalce” Prusa, powieści młodzieżowe Umińskiego, zaginiona „Historia przyszłości” Mickiewicza. Przełom przychodzi pod koniec XIX w. wraz z Verne'em i Wellsem, którzy docierają do polskich czytelników, a jego zwieńczeniem jest trylogia księżycowa Jerzego Żuławskiego – według gościa dzieło genialne i wyprzedzające zachodnią fantastykę, łączące twardą eksplorację kosmosu z socjologią i eschatologią. Żuławski umiera w 1915 r. na tyfus, cykl pozostaje niedokończony.

Gatunek zyskuje imię dopiero na przełomie lat 40. i 50. – seria „Fantazja-Przygoda”, stała rubryka w „Młodym Techniku”, pierwsze antologie z anglosaską fantastyką. Wtedy pojawiają się teoretycy i regularni czytelnicy.

Co wyróżnia polską fantastykę naukową? Więcej społeczeństwa niż bohatera

Czy istnieje coś takiego jak polski styl? Kołodziejczak nie chce łatwych definicji, ale wskazuje wyraźne przesunięcie w stronę tematów społecznych, socjologicznych i historiozoficznych. Fantastyka naukowa z natury opisuje nieistniejące społeczeństwa i pyta, jak zmienia je wynalazek. Zarzut, że bohaterowie bywają papierowi, uważa za nieporozumienie – w tym gatunku postaci często pełnią funkcję usługową wobec opowieści o procesie i wspólnocie.

Polską drogę wyznaczały historyczne wstrząsy: dwie wojny, komunizm, przełom 1989 r. Stąd, jak mówi gość, dystans wobec obietnic postępu. Utopijna wiara skończyła się już przy pierwszej wojnie światowej, gdy cywilizowane imperia wysłały miliony ludzi na rzeź.

Popularną intuicję, że w kostiumie science fiction łatwiej było krytykować system, Kołodziejczak studzi. „Cenzorzy nie byli głupi” – stwierdza. Aluzje u Zajdla, Lema czy Wnuka-Lipińskiego były na tyle czytelne, że żaden cenzor by ich nie przeoczył. Dlatego proponuje czytać te książki jako zapis granicy tego, co wolno było wtedy powiedzieć.

Najostrzejsza teza pada przy pytaniu o sztuczną inteligencję. Kołodziejczak mówi wprost, że twórcy tę konfrontację przegrają, i porównuje protesty artystów do ludzi protestujących przed pierwszymi automobilami. Sztuka konsumpcyjna, jego zdaniem, w ciągu kilkunastu lat będzie generowana maszynowo. Otwarte pozostaje, czy ktoś zechce to czytać – i czy fabuł nie będzie po prostu za dużo.

Co czytać z polskiej fantastyki? Od Zajdla i Lema po współczesne opowiadania

Zapytany o rekomendacje, odsyła nie do Lema, lecz do Zajdla: „Limes inferior”, „Paradyzja” i „Cała prawda o planecie Ksi”. Z Lema poleca „Niezwyciężonego”, „Cyberiadę” i „Dzienniki gwiazdowe”. Dla ciekawych tego, co dzieje się dziś, wskazuje wydaną w tym roku antologię „Nowe nadzieje” – efekt konkursu, na który napłynęło 1200 opowiadań. To, jak mówi, dowód, że gatunek ma następców.