Jeśli jednak europarlamentarzyści sądzą, że PiS się zawstydzi, to są w błędzie. Do pewnego stopnia jest to partii na rękę. Pozwoli snuć narrację, że oto lewacka Unia nas krytykuje, więc musimy zewrzeć szyki na tej wojnie kulturowej. Wygodniej dla partii rządzącej będzie mobilizować sympatyków do walki z „ideologią gender", aniżeli odpowiadać na trudne pytania. Tymczasem kolejne publikacje na temat przeszłości Daniela Obajtka spychają rządzących do defensywy. Bo nie tylko szef paliwowego koncernu musi się tłumaczyć z ujawnionych rozmów, ale również partia rządząca, która go na stanowisku posadziła.