I być może typowym dla sportowców odruchem warunkowym można tłumaczyć jej dzisiejszą aktywność na Twitterze. Wygląda ona, jakby odbywała się na zasadzie: słyszymy strzał, no to lecimy.

Tym razem funkcję strzału odegrał niesatysfakcjonujący dla polityków PiS wynik wyborów samorządowych, głównie w wielkich miastach. A prof. Pawłowicz poleciała na Twitterze: „A teraz jednak CZAS NA MEDIA ! Moim zd. OPCJA ZERO na rynku RTV ! Odbudowa przez WYGASZENiE WSZYSTKICH wydanych KONCESJI rtv” (pisownia oryginalna).

Wystarczy chwila refleksji, by zorientować się, że postulat poseł Pawłowicz nie ma żadnego sensu. Po pierwsze, już dziś spora część stacji nie korzysta z polskiej koncesji, a przykładowo brytyjskiego Ofcomu. Jej zdobycie jest szybsze, prostsze i legalne dzięki unijnym przepisom. W momencie startu z licencji brytyjskiej nadawał przykładowo Polsat News.

Po drugie, nie trzeba wielkiej znajomości arkanów światowej polityki, by zorientować się, jak ogromne konsekwencje dla Polski miałaby realizacja postulatu z Twittera. Dość przypomnieć ostrą reakcję Departamentu Stanu USA po nałożeniu przez KRRiT kary na TVN.

KKRiT z decyzji o karze wycofała się z podkulonym ogonem. Swojego wpisu Pawłowicz jednak nie modyfikuje, choć w jej imieniu musiał już tłumaczyć się szef KPRM Michał Dworczyk.

Czy pani profesor zrozumiała, że swoimi działaniami szkodzi własnej formacji? Jeśli tak, polecam przegląd sportowych odruchów. Krystyna Pawłowicz za młodu trenowała też rzut dyskiem i oszczepem. A tam większą rolę niż refleks ogrywają takie cechy, jak spokój, precyzja i powaga.