[b]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/lisicki/2009/10/30/polacy-na-podboj-swiata/]na blogu[/link][/b]

Europo, bój się polskich kandydatów – chciałoby się zakrzyknąć. Rzeczywiście, wygląda na to, że jeszcze nigdy tak wielu polskich polityków nie ubiegało się o tyle prestiżowych stanowisk w międzynarodowych organizacjach. Przy tym od razu zaznaczę, że nie widzę żadnego związku między tym faktem a innym faktem: wszyscy oni mogliby być konkurentami Donalda Tuska w walce o prezydenturę. Oczywiście, polską prezydenturę.

Zaczęło się od Radosława Sikorskiego, który przez ładnych kilka miesięcy uchodził za kandydata na szefa NATO. I choć plany obsadzenia go w tej roli spełzły na niczym, rzecz nie wydawała się całkiem pozbawiona szans. Następnie przyszła kolej na Jerzego Buzka. W tym przypadku szczęśliwie na planach i pomysłach się nie skończyło i były premier został na pół kadencji przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Nim jeszcze zakończyła się batalia o parlament, nasz rząd ruszył do bitwy – pardon za te militarne określenia, ale to taka licentia poetica wzięta od premiera Tuska – o Radę Europy. W roli kandydata został obsadzony Włodzimierz Cimoszewicz. W tym przypadku jednak, mimo że samotnik z Białowieży otrzymał poparcie wszystkich polskich parlamentarzystów – ach, ten egoizm narodowy – musiał pogodzić się z goryczą przegranej.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ledwo bowiem upadł Cimoszewicz, powstaje Wałęsa, o którym jako o kandydacie na przyszłego prezydenta Unii Europejskiej wspomniał marszałek Bronisław Komorowski. Wprawdzie kompetencje owego prezydenta niejasno określone, ale nic to. Czyż Polska nie powinna podzielić się z Europą tym, co ma najlepszego?

Zapewne też całkiem przypadkowo zgłoszenie tej kandydatury zbiegło się w czasie z ogłoszeniem przez Wałęsę gotowości do walki o stanowisko prezydenta Polski. Czy Wałęsa ma szansę wygrać, czy nie, trudno powiedzieć – rodacy już dwa razy okazali mu niewdzięczność. Kto to jednak przewidzi? Łaska wyborców na pstrym koniu jeździ. Widać zatem mądra głowa Komorowski postanowił dmuchać na zimne. Racja. Funkcja prezydenta Europy powinna wielkiego Polaka nasycić.

Zastanawiam się, co będzie dalej. Tuskowi wciąż zagraża Cimoszewicz. A co jeśli jednak wystartuje? I tu jest problem, bo liczba ważnych stanowisk w Europie nie jest aż tak wielka. Chociaż dlaczego ograniczać się do Europy. Na miejscu premiera poważnie zainteresowałbym się, czy Cimoszewicza nie da się umieścić na stanowisku sekretarza generalnego ONZ.

A jak nie jego, to innego z konkurentów. Bo kto przewidzi, co będzie dalej? Kaczyński spisany na straty i Tusk nie musi mu niczego szukać, ale Olechowski? No, dla niego może Bank Światowy? A pani Jolanta? Chyba jakieś światowe forum kobiet?

Jedno nie ulega wątpliwości: dobrze mieć ciepłą europejską, no, może światową posadkę w zanadrzu. Nigdy nie wiadomo, co pokażą te przeklęte sondaże..