Zarzucił też prokuratorom brak niezależności. Wskazał na śledztwa, których przebieg trudno wytłumaczyć inaczej niż właśnie politycznym uwikłaniem przedstawicieli systemu sprawiedliwości. Wszystkie te twierdzenia znalazły się w wysłanych wcześniej listach do prokuratora generalnego. Wydawałoby się, że tak poważne zarzuty, i to dotyczące rządzącej partii, powinny wywołać wstrząs. A przede wszystkim skłonić media do ich zbadania.

 

Pierwszą reakcją, z którą się zetknąłem, były niechęć i odrzucenie. Słowa byłego szefa CBA miały być, słyszałem w radiu, próbą obrzucenia błotem i utaplania w szambie. Brr... Cóż, jeśli ktoś w czymś się tapla, ośmielam się zauważyć, to z pewnością nie Kamiński, tylko raczej ci, których wskazane przez niego zeznania dotyczą.

 

Reakcja druga to lekceważenie. Przecież, pouczono mnie, Kamiński nie powiedział nic nowego. Wszyscy to wiedzą. Drzewiecki, narkotyki, mafia, pieniądze? To po prostu zbiór banałów niewart uwagi. Poza tym, jak znowu się dowiedziałem, sprawy poruszone przez Kamińskiego albo już zostały wyjaśnione, albo też wcale ich nie było.

Zresztą, i to była kolejna interpretacja wywiadu, nawet gdyby w zarzutach Kamińskiego było coś na rzeczy, to jest on politykiem i dodatkowo ubiega się o ponowny wybór do Sejmu, więc wszystko, co mówi, robi, myśli i odkrywa, podyktowane jest niskimi, egoistycznymi pobudkami. Tu wprawdzie nieco się zdziwiłem, bo przecież w systemie demokratycznym w związku z cyklicznością wyborów polityk zawsze albo walczy o stanowisko w przyszłości, albo stara się zachować zdobyte w przeszłości. Gdyby wiarygodność polityka miało podważać to, że walczy o głosy, to w ogóle i z zasady trzeba by przyjąć, iż politycy są kłamcami. I może ten wniosek nie byłby całkiem pozbawiony podstaw, chociaż akurat to chyba nie Donald Tusk powinien go wyciągać. Jeśli wszakże nie przyjmować dodatkowej przesłanki – a mianowicie, że w przypadku Platformy fakt kandydowania nie obniża czyjejś wiarygodności, a w przypadku PiS obniża, teza wysuwana i broniona przez niektórych przedstawicieli mediów prorządowych – to słowa premiera same sobie przeczą.

Na koniec dowiedziałem się z ust prokuratora generalnego, że w zarzutach Kamińskiego jest trochę prawdy. Towarzyszyła temu jednak od razu sugestia, że były szef CBA zaszkodził śledztwu.

No to proszę mi teraz wytłumaczyć, jak to jest, że w ujęciu sprawców przestępstw może przeszkodzić ujawnienie faktów, które, jak mi przez tyle dni wmawiano, po pierwsze, nie miały miejsca, po drugie, były znane, po trzecie, nie miały znaczenia, po czwarte, zostały wymyślone, a po piąte, miały służyć zaspokojeniu żądzy władzy.