Jak zachęcić krnąbrnych rodziców, aby wysłali w końcu sześciolatki do szkół? Wystarczy radykalnie podnieść opłaty za przedszkola i po kłopocie. Ta podwyżka to efekt zmiany zasad naliczania opłat za przedszkola zainicjowanej przez znowelizowaną ustawę oświatową.
Efekt już widać. Jedni rodzice przerażeni podwyżkami przenoszą starszaki z przedszkoli do szkolnych zerówek, zupełnie do przyjęcia takich maluchów nieprzygotowanych. Inni skracają pobyt dziecka w placówce, aby łagodzić skutki podwyżek dla rodzinnych portfeli.
Gminom trudno się dziwić – gdy dostały szansę na podreperowanie budżetów, skorzystały z niej.
Rekordziści bez skrupułów podnieśli opłaty nawet o 150 proc.
W nowej sytuacji niektóre przedszkola już wyposażyły dzieci w karty czipowe, aby skrzętnie rejestrować czas pobytu w placówce i szczegółowo naliczać opłaty.
Tak wygląda prorodzinna polityka państwa, o której politycy różnych partii mówią nam od lat. To fikcja – w rzeczywistości państwo w podstawowych sprawach nie tylko nie proponuje rodzicom realnej pomocy, ale przeciwnie – żywi się ich kosztem.
Od głosu przerażonych rodziców dla polityków ważniejsze okazuje się pokrzykiwanie singli. Ostatnio właśnie zafundowano im dopłaty do kredytów mieszkaniowych – pewnie dlatego, że to bardziej atrakcyjna grupa wyborcza.
Czy naprawdę nie warto już być rodzicem w tym kraju?