Spory w tych kwestiach samorządowych traktowane są przez partie jako pretekst do rozgrywania ogólnokrajowych interesów.


Przykładem tego może być kampania przed referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz ze stanowiska prezydenta Warszawy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi głównie o przynależność partyjną urzędującej gospodyni stolicy i konsekwencje polityczne tego faktu.



Dla opozycji każda okazja jest dobra do tego, żeby uderzyć w przedstawiciela opcji rządzącej. I żeby nie było wątpliwości – działa to w każdym przypadku. Negatywna ocena warszawskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego często podyktowana jest przecież tym, że był on politykiem związanym z PiS.



Warto jednak zauważyć i inne zjawisko, które się łączy z kwestiami samorządowymi. Chodzi o uniezależnianie się części prezydentów miast od partii, które pierwotnie popierały ich kandydatury. Można tu wymienić chociażby Ryszarda Grobelnego w Poznaniu czy Piotra Krzystka w Szczecinie.

Ta tendencja jest symptomatyczna, bo świadczy o znaczących różnicach między polityką samorządową a ogólnokrajową.

Swoją drogą, tak zwany niezależny prezydent może być przynajmniej rozliczany wyłącznie ze swojej działalności, a nie z tego, co nabroił premier, gdyby był jego partyjnym kolegą.