Słabością tych nagrań jest brak dźwięku i wybiórczość, ale to, co poznaliśmy, przedstawia Wiplera bardziej jako ofiarę niż rozbestwionego napastnika, o czym przekonywała policja. Mimo że zdjęcia są częściowo niewyraźne, widać poniewieranego człowieka, maltretujących go policjantów i grupę bezradnych gapiów. Wipler jest bity, wręcz tłuczony przez jakąś damę w mundurze, a potem siedzi zapłakany na chodniku.
Chwały mu to oczywiście nie przynosi. Patrząc na tę scenę, nie sposób obronić się przed uczuciem zażenowania i wstydu. Wielkiego wstydu, że ideał w przenośni i dosłownie sięgnął bruku, ale jeszcze większego, że ludzie w mundurach zachowują się jak banda chuliganów. Nawet jeśli Wipler zasłużył na – jak chce Komenda Stołeczna Policji – zastosowanie środków przymusu bezpośredniego, to bicie go po twarzy, okładanie pałką, siadanie na nim okrakiem, i to grupowo, trzeba uznać za brak profesjonalizmu i przesadę.