– Proszę do nas przyjechać za kilka tygodni. Proszę o nas pamiętać – mówi pan Marek z miejscowości Stronie Śląskie, który pilnuje rzeczy pierwszej potrzeby dla powodzian. Przez ponad godzinę opowiadał o tym, co się stało w jego mieście. Oprowadzał po jego resztkach. Aż w końcu przestałem widzieć jego twarz. W części miejscowości nie ma prądu. Jest tak ciemno, że widać było tylko kontur sylwetek. Po dary dla powodzian podeszły w tym czasie trzy osoby. Każdy po to samo: środki czystości. – Proszek jest niezbędny. Dużo czyszczenia i prania w rękach – mówi jeden z mężczyzn, który przyjechał na rowerze. Nie było widać jego twarzy. Obok żołnierze próbują podczepić przyczepkę pod ciężarówkę, która ugrzęzła w trawie. Próbujemy im pomóc ją przepchać. Bezskutecznie. Dalej jest nieprzejezdny most. Asfalt zwinął się w rulonik. Reszty nie widać. Noc przychodzi teraz szybciej. Pozostał tylko zapach i szum, złowieszczy szum wody. Wcześniej ten szum koił. Teraz rzeka brzmi groźnie. Zapach stęchlizny, wilgoci wbija się w nozdrza i dusi. A przecież w tej miejscowości obok Lądka-Zdroju tak pięknie pachniało, a powietrze jest tu tak zdrowe.