„Liczba ofiar będzie się najprawdopodobniej zwiększać” – zastrzegł serwis w opublikowanej wiadomości. Chwilę wcześniej o kolejnych ofiarach powodzi poinformowały Radio ZET i TVP Info. Według pierwszej z tych stacji ciało 50-letniego mężczyzny zostało odkryte na polu w Stroniu Śląskim, po tym, jak opadła woda. „Miejsce zostało zabezpieczone. Na miejscu ma pojawić się prokurator” – przekazał reporter radia, zaznaczając, że ofiar może być więcej.

„Po tym, jak w niedzielę pękła tama na Białej Lądeckiej, fala powodziowa zmyła kilkadziesiąt budynków położonych wzdłuż ul. Nadbrzeżnej. Wiadomo, że byli w nich ludzie. Woda porwała tam także kilka samochodów. Nie wiadomo, czy ktoś był w środku pojazdów” – czytamy na stronie Radia ZET.

Czytaj więcej

Michał Płociński: Donald Tusk może gorzko pożałować swojego uspokajania ws. powodzi

Z kolei TVP Info doniosła o tym, że policja otrzymała informację o samochodzie znajdującym się na zalanym terenie w Lądku-Zdroju.– Po przeprowadzonych przez funkcjonariuszy czynnościach okazało się, że w samochodzie znajduje się ciało mężczyzny. Obecnie ustalamy, kim jest ofiara – powiedziała portalowi tvp.info podinsp. Wioletta Martuszewska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kłodzku.

Czytaj więcej

Kolejna ofiara powodzi na południu Polski. To znany chirurg

Na doniesienia zareagowała policja. „Zwracamy się do wszystkich o niepodawanie w przestrzeni medialnej nieprawdziwych informacji o liczbie ofiar powodzi!” - czytamy we wpisie, opublikowanym po godz. 15:00 w serwisie X (dawniej Twitter). W komunikacie podkreślono, że Komenda Główna Policji posiada informacje o sześciu osobach, których śmierć mogła nastąpić wskutek utonięcia. „Tragedie i dramaty ludzi dotkniętych powodzią winny się spotkać z każdą pomocą, także w zakresie rzetelnego przekazu informacji” - zaznaczono.

W poniedziałek komendant główny policji Marek Boroń informował, że odnotowano dotąd cztery ofiary śmiertelne powodzi – w Bielsku-Białej, Lądku-Zdroju, Krosnowicach i Nysie. W tym ostatnim przypadku chodzi o lekarza Krzysztofa Kamińskiego, ordynatora jednego z oddziałów szpitala w Nysie, który wracał z dyżuru, ale nie dotarł do domu. Jego poszukiwania trwały od niedzieli.