Potwierdzona liczba ofiar śmiertelnych najbardziej zabójczego trzęsienia ziemi od dwóch dekad w południowej Turcji i północno-zachodniej Syrii wynosi ponad 23 700 osób.
Setki tysięcy ludzi zostało bez dachu nad głową i bez jedzenia w trudnych warunkach zimowych, a przywódcy obu krajów muszą odpowiadać na pytanie o reakcję władz i służb na poniedziałkową tragedię.
Prezydent Syrii Baszar al-Asad po raz pierwszy od czasu trzęsienia udał się do zniszczonych obszarów, odwiedzając wraz z żoną Asmą szpital w Aleppo.
Jego rząd zatwierdził również dostawy pomocy humanitarnej na frontach 12-letniej wojny domowej w Syrii, co może przyspieszyć nadejście pomocy dla milionów ludzi. Światowy Program Żywnościowy powiedział wcześniej, że kończą mu się zapasy w opanowanej przez rebeliantów północno-zachodniej Syrii, ponieważ stan wojny skomplikował działania pomocowe.
Trzęsienie ziemi, które rozpoczęło się w poniedziałek rano, plasuje się na siódmym miejscu wśród najbardziej śmiertelnych katastrof naturalnych w tym stuleciu, wyprzedzając wstrząsy i tsunami w Japonii w 2011 roku i zbliżając się do 31 000 zabitych przez trzęsienie ziemi w sąsiednim Iranie w 2003 roku.
Erdogan w piątek odwiedził turecką prowincję Adiyaman, gdzie przyznał, że reakcja rządu nie była tak szybka, jak mogłaby być.
- Chociaż mamy obecnie największy zespół poszukiwawczo-ratowniczy na świecie, to rzeczywistość jest taka, że działania poszukiwawcze nie są tak szybkie, jak byśmy chcieli - powiedział. Powiedział też, że w niektórych rejonach doszło do grabieży sklepów.
Erdogan ubiega się o reelekcję w głosowaniu zaplanowanym na 14 maja, a jego przeciwnicy wykorzystali wydarzenia ostatnich dni do zaatakowania go. Wybory mogą zostać przełożone z powodu katastrofy.
W obliczu gniewu związanego z opóźnieniami w dostarczaniu pomocy i rozpoczęciu akcji ratunkowej, katastrofa może mieć wpływ na wynik wyborów, jeśli te się odbędą.
Erdogan, dla którego głosowanie było postrzegane jako najtrudniejsze wyzwanie w ciągu dwóch dekad sprawowania władzy, jeszcze przed trzęsieniem ziemi, wezwał do solidarności i potępił to, co określił jako "negatywne kampanie dla interesów politycznych".
Kemal Kilicdaroglu, szef głównej partii opozycyjnej w Turcji, skrytykował reakcję rządu.
- Trzęsienie ziemi było ogromne, ale to, co było znacznie większe niż trzęsienie ziemi, to brak koordynacji, brak planowania i niekompetencja - powiedział Kilicdaroglu.
Pozostaje nadzieja
Ratownicy, w tym zespoły z kilkudziesięciu krajów, pracują dniami i nocami w ruinach tysięcy rozbitych budynków, aby znaleźć zasypanych ocalałych. W mroźnych temperaturach regularnie wzywali do zachowania ciszy, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów życia.
W okręgu Samandag w Turcji ratownicy przykucnęli pod betonowymi płytami i ostrożnie wyciągnęli 10-dniowego noworodka.
Dziecko zostało zawinięte w koc termiczny i przewiezione do szpitala polowego. Pracownicy pogotowia zabrali również jego matkę, oszołomioną i bladą, ale przytomną.
W Diyarbakir na wschodzie, 32-letnia Sebahat Varli oraz jej syn Serhat zostali uratowani i zabrani do szpitala w piątek rano, 100 godzin po trzęsieniu. Matka i jej dwie córki zostały uratowane z gruzów bloku mieszkalnego w mieście Kahramanmaras w piątek wieczorem.
W Syrii ratownicy z Białych Hełmów kopali rękami, aż dotarli do gołej stopy młodej dziewczyny. Nadzieje, że jeszcze wiele osób zostanie odnalezionych żywych, są jednak nikłe.
Według urzędników trzęsienie ziemi dotknęło około 24,4 mln ludzi na obszarze rozciągającym się na odległość 450 km od Adany na zachodzie do Diyarbakiru na wschodzie. W Syrii ludzie zginęli aż na południe od Hamy, 250 km od epicentrum.
Wiele osób utworzyło schronienia na parkingach supermarketów, w meczetach, na poboczach dróg lub wśród ruin. Ocaleni często rozpaczliwie poszukują jedzenia, wody i ciepła.