Rozpętanie wojny z Ukrainą obróciło się w końcu przeciwko rosyjskiemu rolnictwu, które długo opierało się wpływom sankcji czy ograniczeń handlu. Rosja od początku wojny celowo atakowała ukraińskie porty, magazyny zboża, statki, a także zaminowywała pola uprawne, by utrudnić Ukrainie sprzedaż zboża, a także straszyć widmem głodu na arenie międzynarodowej. Ostatnio jednak ukraińskie wojsko zaczęło skutecznie odpowiadać atakami na rosyjską infrastrukturę, na ich porty, magazyny i statki. Sytuacja zrobiła się tak niebezpieczna, że rosyjscy eksporterzy zboża zostali zmuszeni do szukania alternatywnej trasy przez porty nad Morzem Bałtyckim. Na Morzu Czarnym i Azowskim ścigają ich ukraińskie drony. W efekcie rosną ceny zboża na całym świecie, korzystają dostawcy z Argentyny, Australii i Stanów Zjednoczonych, a polscy rolnicy – czekają na zwyżki cen zbóż.

Rosjanie chcą wysłać nawet 10 mln ton zboża przez Bałtyk. W ubiegłym sezonie to był milion ton

Celne ataki Ukraińców na rosyjską infrastrukturę przerzuciły problem z transportem zboża przez Morze Czarne również na Rosjan, którzy świetnie zarabiali do tej pory na swoim zbożu, oferując je na globalnych rynkach nawet w dumpingowych cenach, dzięki posiadanym tanim nawozom. Obecna sytuacja, donoszą agencje informacyjne i media branżowe, poważnie utrudnia eksport rosyjskiego zboża, zwłaszcza pszenicy. Jak informuje Reuters, wszystkie trzy terminale zbożowe w porcie Noworosyjsk, który pełni rolę podobną do ukraińskiej Odessy – jest kluczową bramą eksportową dla rosyjskiego zboża, zawiesiły działalność w następstwie serii ukraińskich ataków dronów typu kamikaze w pierwszych tygodniach sierpnia.

Dlatego Rosjanie chcą przerzucić dużo więcej zboża na Bałtyk, mają swoje terminale zbożowe w portach Wysock i Ust-Luga, zboże może też być wysyłane przez porty w Sankt Petersburgu i Kaliningradzie. Wskazują na to dane z zamówień na transport kolejowy – Reuters ustalił, że zamówienia na transport kolejowy zboża do rosyjskich portów bałtyckich w bieżącym sezonie (czyli od lipca 2026 r.) osiągnęły do 18 sierpnia poziom 5 milionów ton – na dostawy w sierpniu i wrześniu – gdy ich roczna przepustowość jest szacowana na 7 mln ton rocznie. Do portów nad Morze Czarne ma pojechać kolejami 6 mln ton.

To kompletnie odwrócona sytuacja niż w zakończonym właśnie sezonie eksportowym, gdy przez Bałtyk popłynął tylko milion ton zboża, a do czerwca 2026 r., Rosja wyeksportowała 90 proc. swojego zboża, czyli 46,3 mln ton właśnie przez Morze Azowskie i Morze Czarne. Jednak po czterech latach ataków Rosji na Ukrainę, dziś na rosyjskie statki czekają tam ukraińskie drony.

Żeby zwiększyć eksport zboża przez Bałtyk, Rosjanie potrzebują jednak... wsparcia krajów bałtyckich. Rosyjski eksport przez kraje bałtyckie może w tym sezonie osiągnąć poziom od 5 do nawet 10 milionów ton, jeśli dostępne staną się porty Estonii, informuje portal World Grain.

Czytaj więcej

Kijów chce szerzej otworzyć polski korytarz. W tle miliony ton ukraińskiego zboża

Rosja jest największym na świecie eksporterem pszenicy, którą kupują od niej głównie Egipt, Turcja i Arabia Saudyjska. Ukraina zaś jest światowym eksporterem kukurydzy, pszenicy i jęczmienia oraz największym dostawcą oleju słonecznikowego. Brak eksportu z tych dwóch krajów grozi tym, że na globalny rynek nie trafi nawet 70 mln ton zbóż, a to już może odbić się mocno na cenach zboża, a także na liczbie ludzi bezpośrednio zagrożonych klęską głodu.

Polscy rolnicy chwilowo korzystają

– Wszyscy przeżywamy gehennę, bo rolnik nie sprzedaje zboża, bo czeka na wyższe ceny – mówili redakcji brokerzy pod koniec sierpnia, po naszej publikacji o naciskach na zwiększenie tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę. – Po co chłopu polskiemu port, skoro on nie sprzedaje, udostępnijmy te porty innym, którzy chętnie przeładują swoje zboże przez nasze terminale, dadzą zarobić kolei i całemu łańcuchowi, jak było w 2022 r. – mówił redakcji handlarz zbożem.

Dziś brokerzy zauważają pewną zmianę w podaży dzięki wyższym cenom. Wzajemna blokada statków ukraińskich i rosyjskich na Morzu Czarnym doprowadziła do wzrostu cen zbóż, w Polsce ceny pszenicy poszły w górę z 800 zł w lipcu do 950 zł obecnie.

Polscy rolnicy skorzystali na tym, że giełdy poszły do góry i ceny są wyższe, ale nadal grają na zwyżkę, liczą, że ceny jeszcze wzrosną – mówi Przemysław Błażejewski z firmy BST Brokers. Zauważa, że wprawdzie przeładunki w portach ruszyły, ale nadal jesteśmy daleko od rekordów eksportu pszenicy. – Potrafiliśmy po żniwach eksportować 500-700 ton pszenicy miesięcznie, teraz będzie ok. 400 tys. ton, we wrześniu do 450 tys. ton przez porty. Na pewno mamy większe możliwości – mówi Błażejewski.

Zboże ukraińskie według jego obserwacji – jest przesyłane przez Polskę portami, natomiast w dużo mniejszej skali, niż to by było możliwe. – Widać chęci ze strony Ukraińców, wnioskowali o to, by nasz urząd celny dokonywał kontroli ich zboża przez całą dobę, dziś pracują po 8 godzin dziennie. Ale widać też niemoc logistyczną i niechęć administracyjną. Nie dziś widzę możliwości zwiększenia tranzytu. Może dojdziemy do 200 tys. ton tranzytu miesięcznie, ale Ukraina oczekiwałaby od nas nawet 600 tys. ton, ale to i 1,2 mln ton w Rumunii, daje im ok. 2 mln ton miesięcznie, a oni potrzebują 5 mln ton. Ta sytuacja wpłynie na kolejne sezony, bo już się mówi, że Ukraińcy nie obsieją rzepakiem i pszenicą ozimą takiego areału, jak do tej pory, bo nie będą w stanie tego wywieźć.

Impas w kwestii eksportu zboża z Ukrainy i Rosji podwyższa ceny zboża na świecie, dlatego globalny rynek czeka na jakiekolwiek impulsy zapowiadające uwolnienie transportu. Stąd ceny ruszyły na chwilę w dół, gdy Turcja zaproponowała kolejny „Grain Deal”, porozumienie zbożowe, ale ponieważ Rosja zdecydowanie to odrzuciła, ceny wróciły do wzrostów, co łamie tradycyjną dynamikę cen w okresie po żniwach, gdy rynek oczekuje przecen. Na paryskiej giełdzie MATIF pszenica przebiła lipcowe szczyty i kosztuje 253,50 euro za tonę, najwięcej od połowy 2024 r. Pierwszy „Grain Deal” w 2022 r. pozwolił na uruchomienie transportu rosyjskiego i ukraińskiego zboża przez rok przez Morze Czarne, jednak Rosja nie przedłużyła go w 2023 r. Teraz Rosjanie znowu zrzucają winę na Zachód za brak możliwości eksportu przez Morze Czarne. „Było porozumienie… Ale znaczna jego część nie została zrealizowana. Czy dostrzegacie jakąś zmianę w stanowisku Zachodu? Ja nie” – powiedział w poniedziałek wiceminister spraw zagranicznych Aleksander Gruszko dziennikarzom przy okazji forum w rosyjskim mieście portowym Władywostok. Poinformował, że Rosja nie widzi podstaw do wznowienia porozumienia w sprawie eksportu zboża z Morza Czarnego.