Jeszcze kilka lat temu "dobrze naoliwiona" gospodarka była dla Norwegów powodem do dumy. Obecnie dla polityków jest częściej powodem do zmartwień. Najnowsze dane norweskiego Urzędu Statystycznego SSB zaalarmowały ekonomistów. Dług gospodarstw domowych w ciągu ostatniego roku zwiększył się o 176 mld koron norweskich. Około 80 proc. zadłużenia to kredyty bankowe, również zobowiązania związane z użytkowaniem i obsługą kart kredytowych.

Co prawda otrzymanie kredytu w banku jest nieco trudniejsze niż przed kryzysem ekonomicznym z 2008 roku, ale dla przeciętnej norweskiej rodziny nie stanowi problemu. Poziom dochodów jest na tyle duży, by zapewnić zdolność kredytową, a wywindowane do niezwykle wysokiego poziomu ceny mieszkań i domów sprawiają, iż bez kredytu mieszkaniowego ani rusz. Norwegowie zatem zadłużają się, jak nigdy wcześniej w historii.

3 do 6 kart kredytowych

Kredittkrt.no, norweski portal zajmujący się porównywaniem kart kredytowych, wyliczył, że na terenie kraju w użyciu jest około miliona takich kart wydanych przez miejscowe banki i nawet dwa razy tyle kart banków zagranicznych. Doradcy finansowi polecają, by w portfelu mieć nie mniej niż trzy i nie więcej niż sześć kart kredytowych. Na blogach i forach można przeczytać, iż daje to wiele korzyści, ponieważ różne podmioty wydające karty oferują unikalne bonusy. Szacuje się, że jedna czwarta płatności elektronicznych w Norwegii jest wykonywana przy użyciu kart kredytowych, zaś 60 proc. transakcji odbywa się z pomocą kart płatniczych. Tych ostatnich jest na rynku około 4,5 mln, co oznacza, że przeciętnie każdy dorosły obywatel dysponuje co najmniej jedną.

Źródłem najbardziej dotkliwego zadłużenia jest jednak co innego.

- Najcięższe zobowiązania finansowe Norwegów to kredyty mieszkaniowe – mówi Aleksandra F. Eriksen, prezes zarządu firmy consultingowej Polish Connection.

– Komu zamarzy się na przykład małe mieszkanko w centrum Oslo, ten musi wyłożyć nie mniej niż równowartość półtora miliona złotych. Nawet dla przeciętnego Norwega, którego poziom zamożności w porównaniu do przedstawicieli innych europejskich nacji jest wysoki, to dużo. Nikt takiej sumy nie znajdzie w kieszeni. Rynek mieszkaniowy w Norwegii wymusza branie kredytów, jakich wysokość przyprawiłaby o palpitacje serca niejednego przedstawiciela hiszpańskiej, włoskiej czy francuskiej klasy średniej - wyjaśnia.

Powód do niepokoju

- Wysoki poziom zadłużenia to zawsze powód do niepokoju – skomentował najnowsze dane dla dziennika "Aftenposten" główny ekonomista Swedbanku Harald Magnus Andreassen. – Tak samo dla kredytobiorcy, jak i całej gospodarki - dodał.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ

Andreassen podkreśla, że przez wiele ostatnich miesięcy zadłużenie Norwegów rosło szybciej niż ich zarobki. W jego opinii oprocentowanie kredytów jest na zbyt niskim poziomie.

- Im dłużej taka tendencja się utrzyma, tym bardziej wzrośnie ryzyko, iż skończy się to załamaniem - mówił kilka miesięcy temu MortenBaltzersen z Norweskiego Urzędu Nadzoru Finansowego Finanstilsynet. Podsumowując rok 2015 urząd ostrzegał w wydanym raporcie, iż stosunek długu do zarobków gospodarstw domowych jest niepokojący.