Chciałbym rozpocząć od aktualnych trendów w medycynie. Dokąd zmierza ta dziedzina?
Dokąd zmierza? Myślę, że żyjemy w bardzo ekscytujących czasach.
Co dokładnie ma Pan na myśli?
Z wykształcenia jestem lekarzem. Kształciłem się w latach 90-tych. I pamiętam jak wtedy wyglądało na przykład leczenie raka. To były czasy chemioterapii, czyli tak naprawdę szpikowania pacjentów trucizną. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Postęp w medycynie, patrząc z perspektywy ostatnich 15-20 lat, jest ogromny. Widać to w szczególności w przypadku raka.
Czyli mówimy o olbrzymim postępie?
O ogromnym postępie. Na przykład zamiast używać tradycyjnej chemioterapii stosujemy już leczenie bardzo wyraźnie ukierunkowane na leczenie bardzo konkretnej odmiany nowotworu, tak aby skuteczniej leczyć pacjentów, pozwolić im dłużej żyć, bez skutków ubocznych terapii. Jeśli jednak przyjrzymy się temu jak nauki przyrodnicze i tzw. wysokie technologie coraz bardziej na siebie nachodzą, możemy się spodziewać kolejnej eksplozji postępu, który będzie niezwykle ekscytujący.
Czy możemy tu mówić o bioinformatyce, połączeniu biologii i nauk z obszaru IT, matematyki, statystyki itp.?
Stosuje się różne nazewnictwo. Myślę, że można się całkowicie zgodzić z tym jak Pan to określił. To kwestia wykorzystania biologii jako dziedziny nauki, łączenia jej z postępem w informatyce i faktycznego łączenia tych dziedzin po raz pierwszy.
Wcześniej tak naprawdę nie dysponowaliśmy takimi możliwościami. Nie dysponowaliśmy taką ilością informacji jak obecnie, co umożliwiło tego rodzaju postęp. Więc to co opisał Pan jako bioinformatyka to dziś w moim odczuciu najważniejsza siła napędowa postępu.
Czy jest tak dlatego, że możemy dziś gromadzić olbrzymie ilości danych? Czy dzięki temu ten olbrzymi postęp?
Tak, choć to oczywiście to zależy od tego jakim badaniom się przyglądamy. Niedawno przeprowadzono badania skupione na ilości danych dostępnych w służbie zdrowia – mówimy tu o egzabajtach danych, czyli 10 i 18 zer. Liczba ta zwiększyła się o 15 razy w ciągu zaledwie 7 lat. Więc mamy do czynienia ze znacznie większą ilością danych dostępnych w branży niż to z czym mieliśmy dotąd do czynienia.
Myślę też, że jesteśmy jeszcze w bardzo wczesnym etapie, jeśli chodzi o zrozumienie tego w jaki sposób wpłyną one na to co robimy. Powiedziałbym jednak, że wszyscy widzimy jakie lekcje płyną z niemal każdej innej branży korzystającej z dostępu do takiej ilości danych, w jaki sposób te dane zmieniają funkcjonowanie każdej z tych branży. Nieważne czy mówimy o muzyce czy o szukaniu informacji narzędziami takimi jak Google czy Amazon. Tego rodzaju wolumen formacji i przepływ tych informacji po świecie w takim wymiarze, to zjawiska, które zmieniły niesłychanie dużą ilość branży – myślę, że to samo czeka służbę zdrowia. Mamy w końcu do czynienia z taką ilością danych.
Domyślam się, że tego rodzaju postęp jest w stanie pochłonąć ogromne fundusze. I na tym właśnie polega problem z innowacjami w medycynie – prace badawcze są bardzo kosztowne i w efekcie z punktu widzenia użytkownika końcowego, dostęp również jest bardzo kosztowny. Czy istnieje jakaś szansa na to, że będziemy w stanie zapewnić dostęp do innowacji tzw. użytkownikowi końcowemu po niższych kosztach? Mówiliśmy już wcześniej, że 20, 30 lat temu stosowaliśmy chemioterapię w walce z rakiem. W niektórych krajach wciąż się ją stosuje, nawet w Polsce, ponieważ służby zdrowia w poszczególnych krajach może zwyczajnie nie być stać na dostęp do tego rodzaju innowacje. Co musiałoby się wydarzyć aby cena spadła?
Nie spoglądam na to w ten sposób. Podobnie jak ze wszystkim innym, zawsze są dwie strony: jest koszt, ale jest i wartość, którą można odczuć.
We wcześniejszej rozmowie wspomniano o tym, że zaledwie 20 lat temu, kobieta u której zdiagnozowano raka piersi mogła liczyć na przeżycie może 6 miesięcy. Obecnie średni to cztery i pół roku. To cztery (dodatkowe) lata życia dla osoby, która jest częścią społeczeństwa. I nie chodzi tylko o czas spędzony z rodziną, co oczywiście jest niezwykle ważne z punktu widzenia pacjenta, ale to również cztery lata na rynku pracy i bycia produktywnym członkiem społeczeństwa, osobą, która ma wkład społeczny – to ogromna wartość.
Myślę, że im bardziej zmierzamy w kierunku świata wielkich zbiorów danych, i nie chodzi tu tylko o dane zdrowotne, ale na przykład o dane dotyczące tego co robimy ze swoim życiem. Gdy pomyślimy o tym przez pryzmat np. takiego urządzenia jak iPhone, jest to rzecz, która pomaga nam w różnych aspektach naszego codziennego funkcjonowania. Powinniśmy zatem w przyszłości lepiej rozumieć jaka jest wartość dłuższego życia lub lepszej jakości życia, wreszcie jak to się przekłada na społeczeństwo. I dopiero na tej podstawie można lepiej ocenić jak wygląda relacja między kosztem a wartością.
Myślę, że dostępne systemy, które powinny dostarczać nam odpowiedzi na tego rodzaju pytania są jeszcze mocno niedoskonałe i powinny być doskonalone w przyszłości.
Uważam jednak, że w świecie dużych zbiorów danych będzie coraz bardziej oczywiste jakiego rodzaju wartość jesteśmy w stanie wypracować. Jeśli będzie to istotna wartość, tym lepiej! Jeśli wartość będzie nieznacząca, powinniśmy również na to zwrócić uwagę.
Myślę też, że wraz z rosnącym wyrafinowaniem naszej zdolności określania różnorodnych konsekwencji dla pacjentów, powinniśmy się w coraz większym stopniu poruszać w kierunku rzeczywistości, w której jeśli terapia działa – nieważne czy mówimy o lekarstwach czy aparaturze – powinno się za nią płacić, ponieważ działa. Jeśli nie działa, nie powinno się za nią płacić. I na to też warto zwrócić uwagę – żadna służba zdrowia nie powinna być w sytuacji, w której ponosi koszty terapii, które nie działają. Na chwilę obecną nie mamy jeszcze pełnej zdolności śledzenia tego trendu. Patrząc w przyszłość, powinniśmy tę zdolność zbudować, co wpłynie na zrównoważony rozwój branży.
- Materiał przygotowany przy współpracy z Roche.
- Rzeczpospolita jest partnerem medialnym Impact'18 w Krakowie.