Czy patrząc na to, co ostatnio działo się na GPW, można z czystym sumieniem powiedzieć, że mamy do czynienia z hossą?
Faktycznie, po kilku kwartałach słabego zachowania szczególnie dużych spółek, zaczęliśmy nadrabiać zaległości. Pytanie, czy faktycznie jest to hossa czy po prostu bardzo silne odreagowanie po słabszym okresie. Na pewno jest kilka mocnych argumentów za wzrostami. Na pewno jest to poprawa perspektyw dla zysków spółek z WIG20, szczególnie z sektora finansowego. Trzeba także pamiętać o wpływie globalnych nastrojów i proinflacyjnych perspektywach. Rosną ceny surowców, mamy zapowiedź dużych wydatków infrastrukturalnych w Stanach Zjednoczonych i ogólnoświatowe pozytywne nastawienie do sektora bankowego udzieliło się także polskim inwestorom.
WIG20 po przebiciu 2200 pkt ma jednak problem z kontynuacją wzrostu. Czy to może zwiastować poważniejszą korektę na GPW?
Indeksy od początku roku zyskały około 15 proc. Nawet najwięksi optymiści mogą powiedzieć, że przydałby się pewien odpoczynek, niezależnie od tego, czy byłaby to głębsza korekta czy też nie. Przystanek jest wskazany. Patrząc w przyszłość, pamiętajmy, że niedługo będziemy mieli do czynienia z wygasaniem kontraktów terminowych, co może np. skłonić część inwestorów do realizacji wypracowanych zysków. Nie można także zapominać o czynnikach ryzyka, które ciągle na świecie istnieją. Trzeba pamiętać, że dobra koniunktura i hossa na rynku akcji w Stanach Zjednoczonych trwa już siedem lat. Jest to bardzo długi okres. Owszem, patrząc na wyceny akcji, trudno jest mówić o bańce, natomiast zdecydowanie znajdują się one w górnej strefie średnich historycznych, a nie dolnej. Mamy także do czynienia z falą podwyższania kapitału, która być może się jeszcze rozkręci. To są sygnały wskazujące, że dobrą koniunkturę i popyt inwestorów niektóre spółki czy też ich właściciele będą chcieli wykorzystać do spieniężenia udziałów.