W czerwcu Komisja Europejska przedstawi propozycję reformy unijnych finansów po 2020 r. Ale bez liczb. Te pojawią się z opóźnieniem, prawdopodobnie dopiero wiosną lub nawet jesienią 2020 r., co zapowiedział komisarz Günther Oettinger. Chce on poczekać na ustalenia w negocjacjach dotyczących Brexitu, bo wtedy będzie wiadomo, jak zostanie uzupełniony ubytek budżetowy w okresie między wyjściem Wielkiej Brytanii z UE 29 marca 2019 r. a końcem obecnej perspektywy budżetowej, czyli 31 grudnia 2020 r. Już teraz jednak można oszacować skalę wyzwania, przed jakim stanie Polska. „Rzeczpospolita" spróbowała przeprowadzić takie szacunki.

Samo wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznacza o 10–13 mld euro netto (składki minus płatności na rzecz Brytyjczyków) mniej rocznie w unijnym budżecie. Już teraz UE ustala nowe ważne cele wydatkowe na okres po 2020 r. Ma być więcej pieniędzy na wspólną obronę, na zapewnienie bezpieczeństwa wobec zagrożenia terrorystycznego i napływu nielegalnych imigrantów, wreszcie potrzebne są pieniądze na integrację uchodźców. Eksperci z Parlamentu Europejskiego szacują te potrzeby na 10–11 mld euro.

Jeśli zatem zachowana zostanie reguła maksimum płatności do budżetu na poziomie 1 proc. PKB, to corocznie będzie w nim o 23–24 mld euro mniej niż obecnie.

W unijnej kasie są dwie wielkie kategorie wydatków: polityka rolna i polityka spójności, które stanowią odpowiednio 39 proc. i 33 proc. wydatków i tylko w tych dziedzinach można dokonywać cięć. Gdyby postanowiono, że obie kategorie poniosą identyczne ciężary, to dla Polski oznaczałoby to utratę prawie 4 mld euro rocznie. W obecnej perspektywie finansowej nasze korzyści wynoszą około 15 mld euro średnio na rok (według cen z 2014 r.). Jeśli większe ciężary poniesie polityka spójności, to i nasze straty będą relatywnie większe. Bo nasz udział w polityce spójności sięga 22 proc., a w wydatkach na rolnictwo – 8 proc.

To scenariusz podstawowy, bo niektórzy płatnicy, np. Szwecja i Holandia, alarmują, że nie zwiększą wpłat do unijnego budżetu ponad 1 proc. PKB. Gdyby jednak udało się ich przekonać, ubytek byłby mniejszy.

Ale jest też scenariusz negatywny, w którym nasze straty będą większe. Kwota do 4 mld euro odzwierciedla bowiem tylko czynniki obiektywne (Brexit i nowe priorytety). Ale nie uwzględnia toczących się dyskusji dotyczących możliwości okazania mniejszej solidarności finansowej wobec krajów, które nie przyjmują uchodźców. Mówi o tym głośno np. Szwecja. Z kolei Niemcy zaproponowali ostatnio, żeby wpłatę pieniędzy z polityki spójności uzależnić od przestrzegania praworządności. Gdyby w Polsce po 2020 r. nic się nie zmieniło wokół sporu o Trybunał Konstytucyjny, a teraz może jeszcze w sporze o ustawę sędziowską, to automatycznie pieniędzy będzie mniej. Na szczęście te same Niemcy w swojej propozycji podkreślają wagę polityki spójności i utrzymania jej jako ważnego priorytetu w unijnym budżecie.

Opinia

Jan Olbrycht, sprawozdawca PE ds. wieloletniego budżetu

Bez żadnych nowych obietnic w unijnym budżecie będzie brakować średnio 23–24 mld euro rocznie. Pojawia się pytanie, gdzie znaleźć oszczędności, a oczywistymi kandydatami są polityka spójności i polityka rolna. Mam jednak nadzieję, że państwa UE zdecydują się na zwiększenie wpłat. Najpierw ma być debata, jaki model Unii realizujemy, a potem trzeba do niego dostosować finansowanie. Niemcy już stwierdziły, że polityka spójności jest bardzo ważna. Czekam na podobne stanowisko polskiego rządu i wezwanie z jego strony do zwiększenia składek.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już jutro, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej