Prezydent Nicolas Sarkozy, tracący na popularności w sondażach na niecały rok przed wyborami powszechnymi ogłosił taki pomysł w kwietniu uznając, że pracownicy powinni korzystać z dobrej sytuacji swych pracodawców po poświęceniach w czasie kryzysu.
Zgodnie z projektem ustawy, każda firma zatrudniająca ponad 50 osób będzie zobowiązana do płacenia załodze premii, jeśli postanowi podwyższyć dywidendę bardziej od średniej z poprzednich 2 lat.
Senat przeprowadzi debatę nad projektem na początku lipca, a rząd ma nadzieję, że zatwierdzi go do końca miesiąca.
Do 4 mln pracujących Francuzów będzie mogło korzystać z przyjętego rozwiązania — ocenia rząd, który bronił prezydenckiego pomysłu przez krytykami twierdząc, że ustawa da pracownikom poczucie rekompensaty za wyrzeczenia ponoszone podczas kryzysu.
Pomysł ten mocno krytykowali socjaliści i szefowie firm. Pierwsi twierdzą, że to polityczny chwyt przedwyborczy, drudzy uważali go za nieuczciwe wtrącanie się, które będzie karać firmy średniej wielkości.
- Waszym celem jest wypełnienie przestrzeni medialnej tzw. reakcją na problem siły nabywczej — zarzucał socjalistyczny deputowany Alain Vidalies nawiązując do siły nabywczej francuskich rodzin, kwestii, która zdominuje kampanię wyborczą.
Trzy główne organizacje pracodawców: MEDEF, CGPME i UPA prowadziły kampanię na rzecz podwyższenia wielkości firm objętych ustawą z 50 zatrudnionych do 500, ale przegrały. Rząd partii prezydenckiej udaremnił także próbę deputowanych z UMP podwyższenia tego progu do 250 zatrudnionych.
W zamian za premie prezydent sugerował, by firmy otrzymały ulgi podatkowe do 1000 euro w składkach na świadczenia socjalne pracowników.