Gdy zachodni menedżer zatrudniony w zarządzie jednej z dużych rosyjskich spółek wydobywczych w połowie stycznia wracał po urlopie wraz z rodziną do Rosji, został zatrzymany na moskiewskim lotnisku. Okazało się, że powodem zatrzymania były mandaty na łączną kwotę tysiąca dolarów, które „zarobił" kierowca jego służbowego auta.
Rodzinie pozwolono na wjazd, ale menedżer spędził kilkanaście godzin na lotnisku, zanim został deportowany. Na szczęście na krótko, bo dzięki interwencji rosyjskiego pracodawcy z powrotem dostał służbową wizę.
Deportacja za mandat
Ten i kilka innych podobnych przypadków opisuje agencja Bloomberga, zwracając uwagę na obawy zagranicznych firm działających w Rosji i pracujących tam cudzoziemskich menedżerów, tzw. ekspatów. Według danych agencji od końca minionego roku niemal tysiącu z nich cofnięto służbowe wizy wraz z pozwoleniem na pracę z powodu drobnych przewinień typu mandat za przekroczenie prędkości, niewłaściwe parkowanie czy grzywna za palenie w niedozwolonym miejscu.
– Wystarczały czasem dwa mandaty za przekroczenie prędkości, by zatrzymać cudzoziemca na granicy i wstrzymać mu wizę – twierdzi w rozmowie z Bloombergiem Alexis Rodzianko, szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Moskwie, która reprezentuje interesy ok. 800 amerykańskich firm.
Te przypadki miały miejsce jeszcze przed zaostrzeniem sytuacji na Ukrainie. Teraz zagraniczni menedżerowie obawiają się, że po ewentualnym wprowadzeniu przez Unię i USA sankcji ich sytuacja jeszcze się pogorszy.
Z perspektywy polskich menedżerów nie wygląda ona jednak najgorzej.
Nie drażnić niedźwiedzia
Polski menedżer od ponad dziesięciu lat związany z rosyjskim rynkiem – pracował tam w kilku firmach, a dziś jest zatrudniony w jednej z giełdowych spółek – przyznaje, że kilkakrotnie słyszał o przypadkach cofnięcia cudzoziemcom wizy. Nie wiąże tego jednak z odgórnymi wytycznymi rosyjskich władz ani z decyzjami politycznymi.
– Trzeba pamiętać, że Rosja jest bardzo zbiurokratyzowana, a urzędnicy nie zawsze wykazują się dobrą wolą – dodaje, podkreślając, że sam nigdy nie odczuwał negatywnych skutków różnych napięć w stosunkach polsko-rosyjskich. Woli jednak pozostać anonimowy.
Podobnie zresztą jak partner w jednej z międzynarodowych firm, działających też w Rosji, która specjalizuje się w rekrutacji kadry zarządzającej. – Rozmawiałem przed kilkoma dniami z dwoma Polakami, którzy pracują w dużych firmach zagranicznych w Moskwie. Zapewniali mnie, że funkcjonują normalnie i nie ma dodatkowych utrudnień – podkreśla nasz rozmówca.
Również Andrzej Maciejewski, szef polskiego oddziału firmy Spencer Stuart, która w styczniu tego roku otworzyła biuro w Moskwie, nie miał na razie żadnych sygnałów o pogorszeniu nastawienia rosyjskich urzędników wobec ekspatów.
– W Rosji od lat widać otwartość i dużą akceptację dla zagranicznych menedżerów. Dla cudzoziemców jest to atrakcyjny rynek pracy, nie tylko ze względu na dużą skalę i ciekawe wyzwania, ale także wynagrodzenia, które często – przy niższych podatkach – przewyższają płace na Zachodzie. Jeśli zostałyby wprowadzone retorsje wobec cudzoziemców, szybko odbiłoby się to na reputacji Rosji – ocenia Maciejewski.
Marek Śmietana z Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Moskwie uważa, że problemy wizowe dotykają osób, które mają zaległości wobec budżetu, np. w związku z mandatami drogowymi. W ostatnich latach restrykcje wobec nich się nasiliły.
– Problemy z wydajnością baz danych policji mogą sprawić, że informacja o zapłaceniu mandatu jest rejestrowana z opóźnieniem, co może powodować problemy na granicy – ostrzega Marek Śmietana.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.blaszczak@rp.pl