GetBack nie wykupił części obligacji – poinformował w czwartek Quercus TFI. To tylko zwiększyło obawy inwestorów indywidualnych, których może być nawet 30 tys., o posiadane przez nich papiery dłużne windykatora.

Wartość wyemitowanych obligacji GetBacku może sięgać blisko 2 mld zł. W większości trafiły do klientów indywidualnych. Prezes Quercusa Sebastian Buczek powiedział, że może to być nawet drugi Amber Gold (w tamtej sprawie straty wyniosły niecałe 600 mln zł).

GetBack wciąż terminowo spłaca odsetki, ale prawdziwym testem będą wykupy kapitału. Z naszych informacji wynika, że był już co najmniej jeden przypadek, w którym firma, mimo spełnienia przez drobnego inwestora warunków formalnych, nie wykupiła obligacji przedstawionych przez niego do przedterminowego wykupu.

Nasza redakcja otrzymuje liczne e-maile od czytelników, którzy obawiają się, że ich obligacje również nie zostaną wykupione, biorąc pod uwagę finansowe problemy GetBacku. Widać je po gwałtownej przecenie papierów dłużnych firmy na giełdzie (niektóre serie notowane są po zaledwie 30–50 proc. wartości nominalnej) oraz po 80-proc. spadku kursu akcji firmy od początku roku. Obrót akcjami i obligacjami GetBacku został tymczasowo zawieszony przez warszawską giełdę.

Przeczytaj też komentarz Andrzeja Steca: Czy pieniądze da się odzyskać?

Z relacji naszych czytelników wynika, że brokerzy bardzo agresywnie starali się sprzedać obligacje GetBacku, który popadł ostatnio w problemy finansowe.

Dotyczy to obligacji oferowanych w trybie prywatnym, które stanowią prawie 90 proc. łącznej wartości tych papierów, na koniec września wartych łącznie 1,77 mld zł (teraz wartość ta może sięgać blisko 2 mld zł). Papiery trafiały głównie do inwestorów indywidualnych, i to na szeroką skalę – mogą być w portfelach od 5 do 30 tys. drobnych inwestorów. Tylko jedna piąta wartości obligacji emitowanych w trybie prywatnym była zabezpieczona.

Porównania z BFG

Z relacji czytelników wynika, że mogło dochodzić do poważnych przypadków missellingu – nie tylko zapewniano o bezpieczeństwie inwestycji w obligacje GetBacku, ale też sprzedawano te papiery na wysokie kwoty osobom, które nie mają pojęcia o obligacjach korporacyjnych, nie odpowiadały profilem ryzyka i nie były w stanie zdywersyfikować portfela inwestycyjnego.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

„Obecnie wartość wierzytelności w zarządzaniu GetBack wynosi około 28 mld zł. Dla porównania wartość środków, którymi dysponuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny, to około 9 mld zł" – napisał w ofercie sprzedaży obligacji GetBacku jeden z pracowników firmy pośredniczącej. Nie dość, że sugerować to może objęcie obligacji gwarancjami BFG (pełne gwarancje dotyczą wyłącznie depozytów o wartości do 100 tys. euro), to dodatkowo podano nominalną wartość portfela, z którego GetBackowi tylko część – w najlepszym przypadku około 30 proc. – udaje się odzyskać od dłużników.

W tej samej ofercie sprzedawca napisał: „Mamy tu do czynienia z wyjątkowo bezpieczną formą lokowania środków – spółka ma pełen nadzór Komisji Nadzoru Finansowego, co bardzo rzadko się zdarza przy emitentach obligacji", oraz że to „rozwiązanie o gwarantowanej stopie zwrotu 5,5 proc. w skali roku".

Z kolei inny sprzedawca przekonywał, że obligacje GetBacku to „w 100 proc. pewna i bezpieczna lokata kapitału z możliwością sprzedania po cenie nominalnej w każdym momencie, tak dobre są to papiery" (mowa o obligacjach niedopuszczonych do obrotu).

W licznych listach, kierowanych do „Rz" widać obawy o odzyskanie oszczędności. „Utopiłem w tych obligacjach 250 tys. zł. Jestem zrozpaczony. Mówili, że choć nie są notowane na Catalyst, to jak ich nie będę chciał, to bank je odkupi. Teraz zaprzeczają" – napisał jeden z czytelników. Kolejny dodał, że namówiony przez sprzedawcę zainwestował 100 tys. zł ze sprzedaży działki i jeśli nie wyda ich na cel mieszkaniowy, będzie musiał zapłacić fiskusowi 19 tys. zł. Ale przecież sprzedawca argumentował: „to bezpieczna inwestycja, tylko idioci zakładają lokaty".

Żal do brokerów

Sprawa jest poważna, agencja S&P wskazuje, że firma może upaść, bo istnieje ryzyko, że nie zdoła zrefinansować zadłużenia, podnieść kapitału lub wyemitować nowego długu, aby spłacić dotychczasowy.

Odsetki są przez GetBack spłacane, choć jeden z czytelników wskazuje, że firma nie wykupiła jego obligacji (złożył wniosek o przedterminowy wykup). GetBack nie komentuje sprawy.

Komisja Nadzoru Finansowego, która w 2017 r. zatwierdziła prospekty emisyjne akcji i obligacji spółki, deklaruje, że „podejmuje wszelkie niezbędne działania w sprawie GetBacku w zakresie posiadanych kompetencji określonych przepisami prawa".

Inwestorzy mają też żal do domów maklerskich i pośredników, którzy sprzedawali obligacje. Starają się dowiedzieć, czy jest ryzyko, że nie zostaną one wykupione w terminie. Najmocniej zaangażowani w sprzedaż były Polski Dom Maklerski czy Idea Bank. Brokerzy na razie bezradnie rozkładają ręce. „W przypadku GetBack, jak i każdego innego emitenta, zawsze zachodzi potencjalne ryzyko utraty części lub całości zainwestowanego kapitału. Co do zasady każda inwestycja wiąże się z ryzykiem. Na chwilę obecną nie możemy zaproponować żadnej możliwości wyjścia z inwestycji. Prosimy niezależnie od wszystkiego obserwować informacje ze spółki na jej stronie" – brzmiała odpowiedź PDM, którą otrzymał nasz czytelnik.

„Obecnie możemy jedynie powiedzieć, że DM Michael/Ström z uwagą przygląda się sytuacji w spółce i podejmuje bieżące działania, aby w najlepszy sposób zabezpieczyć interesy obligatariuszy" – odpowiada z kolei biuro prasowe DM M/S.

– Zawsze przed podjęciem decyzji o udziale w konsorcjum analizujemy emitenta i warunki emisji konkretnych papierów. Analiza informacji dostępnych przed ofertą, w tym prospektu emisyjnego, nie dostarczyła przesłanek, które uniemożliwiałyby nam udział w dystrybucji obligacji tego emitenta – mówi Krzysztof Polak, dyrektor BM Alior Banku. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele Idea Banku.