Nowelizacja ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji – sztandarowy projekt resortu skarbu pod rządami koalicji PO – PSL – trafia dziś na biurko prezydenta, który najprawdopodobniej ją zawetuje. Nowa wersja ustawy wprowadza ułatwienia przyspieszające prywatyzację, m.in. znosi dotychczasowe ograniczenia sprzedaży resztówek w drodze aukcji. Znosi też zapisy tzw. ustawy kominowej, która ogranicza pensje władz państwowych firm. I właśnie ten element nowelizacji może okazać się gwoździem do trumny całego projektu.
Przeciw nowelizacji są posłowie PiS, którzy podczas czerwcowego głosowania nad projektem na znak protestu opuścili salę. Opozycji sekundują też związki zawodowe. We wtorek z apelem o weto zwróciła się do Lecha Kaczyńskiego „Solidarność”, a w środę OPZZ. Związkowcy twierdzą, że podniesienie wynagrodzeń zarządów i rad nadzorczych zablokuje podwyżki dla pracowników – finansowane z tego samego budżetu.
Ten argument podziela Lewica, która ramię w ramię z PiS występowała dotąd przeciw zniesieniu kominówek: – Od początku uzależnialiśmy poparcie dla projektu od wyjścia przez koalicję z inicjatywą uchylenia obecnej ustawy o negocjacyjnym kształtowaniu płac – mówi „Rz” Ryszard Zbrzyzny (Lewica i Demokraci).
Głosy Lewicy będą rządowi niezbędne, by odrzucić prezydenckie weto. Ryszard Zbrzyzny zapewnia, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa: – Po ostatniej rozmowie z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem widzimy, że po stronie rządu jest chęć do ustępstw. Na razie czekamy jednak na prezydenckie weto, a potem na konkretne decyzje polityczne.
Zdaniem Bogusława Piwowara z Business Centre Club, weto spowoduje dalej idące skutki niż pozostawienie płac państwowych menedżerów na dotychczasowym poziomie. – Konsekwencją będzie opóźnienie prywatyzacji – mówi Piwowar. – Dlatego, choć rządowi technicznie łatwiej zmienić za jednym zamachem obie ustawy: o komercjalizacji i prywatyzacji oraz kominową, może warto było nie ryzykować i wprowadzać zmiany osobno, by przeforsować choć część z nich.