Po "zawieszeniu broni" w wojnie handlowej i poniedziałkowych mocnych wzrostach na rynkach apetyty inwestorów zostały rozbudzone. We wtorek popyt miał jednak przez długi czas wyraźnie pod górę. Obudził się dopiero w końcówce dnia.
Jeszcze przed startem notowań kłody pod nogi inwestorom w Europie rzucili gracze z Azji, a konkretnie z rynku japońskiego. Nikkei225 stracił bowiem ponad 2 proc. co wyraźnie ostudziło zapał do kupowania akcji na Starym Kontynencie. Konsekwencją tego był spadkowy początek dnia. WIG20 na starcie stracił 0,4 proc. Oczywiście pojawiło się ryzyko, że cofnięcie to może w kolejnych godzinach handlu był głębsze. Obawy te jednak okazały się nieuzasadnione. Podaż nie była w stanie wyprowadzić kolejnego skutecznego ataku. Inna sprawa, że i popyt nie miał pomysł, jak rozegrać sesję po swojemu. Przez wiele godzin byliśmy więc świadkami przeciągania liny na parkiecie.