Eksperci negatywnie wypowiedzieli się też o zaproponowanych zapisach dotyczących roli Narodowego Funduszu Zdrowia. – Zapisy projektu nie korespondują z uzasadnieniami do wprowadzenia ustawy o ubezpieczeniu zdrowotnym. Wśród nich wymieniane są: poprawa dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej i ochrona praw pacjentów leczonych wyłącznie w ramach środków publicznych – mówi Paweł Kalbarczyk z PIU.

Izba argumentuje, że w projekcie ustawy brakuje precyzyjnej definicji, czym jest dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, w rezultacie pozwalając na dalsze, niezagrożone funkcjonowanie abonamentów medycznych.

– Tylko w dwóch krajach UE nadal funkcjonują abonamenty medyczne. Obok Polski to Rumunia. Blokuje to rozwój rynku dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych i dorośnięcie ubezpieczycieli do roli płatników zdolnych konkurować z NFZ – mówi Jan G. Prądzyński, prezes PIU.

33 mld zł wydali w 2010 r. dodatkowo Polacy na opiekę zdrowotną

Przekształcenie abonamentów w ubezpieczenia zdrowotne miałoby zapewnić pacjentom rozszerzenie zakresu dostępnych świadczeń, chociażby o leczenie szpitalne i operacje. To z kolei oznaczać będzie efektywniejsze wykorzystanie zarówno sprzętu, jak i personelu szpitalnego, a zatem dodatkowy zarobek dla placówek. W Polsce wydatki zdrowotne pochłaniają 61 mld zł z pieniędzy publicznych, natomiast kolejne 33 mld zł wydawane są z kieszeni podatnika. – Tylko 160 mln zł przeznaczane jest na ubezpieczenia medyczne. Taka sytuacja to patologia – mówi prezes PIU.

Izba krytycznie wypowiada się także o przypisaniu w projekcie przesadnie dużej roli NFZ, który otrzymuje możliwość kontrolowania i ingerencji w umowy ubezpieczycieli ze świadczeniodawcami. Jej zdaniem powinna tym się zająć Komisja Nadzoru Finansowego. – Jeśli ustawa zostanie sporządzona w oparciu o zaproponowany projekt, uniemożliwi ona przeprowadzenie rzetelnej reformy służby zdrowia. Jest ona niezbędna, by w efekcie prawie 100 mld zł pieniędzy publicznych i prywatnych przeznaczanych na wydatki zdrowotne było wydawane efektywniej – mówi Kalbarczyk.